Paryż przyciągał muzyków z Europy Środkowo-Wschodniej jeszcze przed I wojną światową. Mimo ograniczeń dotyczących liczby cudzoziemców przyjmowanych do Konserwatorium Paryskiego już pod koniec XIX wieku studiowali tam utalentowani artyści z tej części kontynentu.
Z czasem powstawały sieci kontaktów: artyści, którzy zdobyli wykształcenie w Paryżu, zachęcali swoich uczniów w ojczystych krajach do podążenia tą samą drogą. Po zakończeniu Wielkiej Wojny proces ten nabrał jednak zupełnie nowego znaczenia.
Posłuchaj w audycji "Rozmowy po zmroku" >>>
"Nie jedźcie do Berlina. Przyjedźcie do Paryża"
W 1919 roku powstała École Normale de Musique de Paris, uczelnia otwarta na zagranicznych studentów. Jak tłumaczyła w Dwójce prof. Jeanice Brooks z Uniwersytetu w Southampton, przyciąganie artystów ze wschodniej części kontynentu stało się elementem szerszej francuskiej polityki kulturalnej.
– W powojennych realiach działalność ta miała wręcz wymiar propagandy kulturalnej. Francuzi kierowali jasny przekaz: "Nie poddawajcie się wpływowi austriackich i niemieckich tradycji muzycznych. Przyjedźcie zamiast tego do Paryża" – mówiła muzykolożka.
Po I wojnie światowej układ sił w Europie uległ zmianie. Znaczenie kulturowe Niemiec próbowano ograniczać, Francja natomiast budowała relacje z państwami, które powstały lub odzyskały niepodległość po rozpadzie dawnego porządku.
Czytaj także:
Czy muzyka powinna wyrażać charakter narodu?
Przyjazd do Paryża oznaczał dla muzyków zderzenie z wyobrażeniami Francuzów na temat tej części kontynentu. Jak zauważa prof. Brooks, nie brakowało w nich egzotyzacji. – Był to w pewnym sensie obcy świat, zamieszkany przez ludzi reprezentujących kultury, które nie zostały jeszcze dobrze poznane na Zachodzie – podkreśliła.
W całej Europie pozostawało tym samym silne przekonanie, że muzyka powinna wyrażać charakter narodu. Twórcy sięgali więc do folkloru i tradycji w poszukiwaniu języka, który pozwalał zaznaczyć ich przynależność. Prowadziło to czasem do dość osobliwych oczekiwań. – Absurdalne wydaje się oczekiwanie, że na przykład skrzypek z warszawskiej klasy średniej będzie znał muzykę ludową ze Śląska albo z innego, dość odległego regionu. A jednak rzeczywiście oczekiwano, że poprzez dźwięk będzie można w jakiś sposób usłyszeć i rozpoznać charakter narodowy – mówiła badaczka.
Co ciekawe, nie było to wyłącznie spojrzenie narzucane przybyszom przez zachodnioeuropejską publiczność. Podobne przekonanie podzielali niejednokrotnie sami artyści. – Zarówno Francuzom, jak i muzykom przyjeżdżającym do Francji towarzyszyło przekonanie, że pochodzenie twórcy powinno być słyszalne w jego muzyce – tłumaczyła prof. Brooks.
Kultura w służbie młodego państwa
Idea ta nabierała szczególnego znaczenia w przypadku państw, które po I wojnie światowej dopiero budowały lub odbudowywały swoją pozycję na mapie Europy, w tym Polski. – Dyplomacja kulturalna okazała się szczególnie skutecznym sposobem zabiegania o uznanie nowo utworzonych państw, a także narodów dążących do utworzenia własnej państwowości – podkreśliła w Dwójce prof. Jeanice Brooks.
***
Tytuł audycji: Rozmowy po zmroku
Prowadzenie: Monika Kopcik
Data emisji: 27.09.2026
Godz. emisji: 21.30
oprac. zuzannachowaniec