Historia

Marek Kotański – życie w służbie wykluczonym

Ostatnia aktualizacja: 19.08.2024 05:45
22 lata temu zmarł Marek Kotański, psycholog, terapeuta i działacz społeczny. - Byłem z tymi wszystkim ludźmi, bo byłem z bliźnimi. To był swoisty papierek lakmusowy mojego człowieczeństwa - mówił w jednej z archiwalnych audycji Polskiego Radia.
Marek Kotański w 2000 roku.
Marek Kotański w 2000 roku.Foto: PAP/Przemek Wierzchowski

Marek Kotański był synem prof. Wiesława Kotańskiego, twórcy polskiej japonistyki. Od 1960 roku studiował psychologię na Uniwersytecie Warszawskim. Po ukończeniu studiów pracował w szpitalu psychiatrycznym w Warszawie i współpracował ze Społecznym Komitetem Przeciwdziałania Alkoholizmowi.

W 1974 roku, podczas pracy w szpitalu psychiatrycznym w Garwolinie, zetknął się z problemem narkomanii. Problemem, który oficjalnie w PRL nie istniał. Kotański postanowił leczyć narkomanię metodą społeczności terapeutycznej. Cztery lata później w zrujnowanym domu w Głoskowie pod Garwolinem otworzył ośrodek dla byłych pacjentów pobliskiego szpitala. Tak powstał Monar.

Z narkomanią związane były inne problemy społeczne: AIDS, bezdomność, alkoholizm.

- Każda droga składa się z porażek i sukcesów. Myślę, że moim wielkim sukcesem było to, że wtedy, kiedy jeszcze nikt w Polsce nie chciał podawać ręki ludziom chorym na AIDS, ja byłem z nimi bardzo blisko – mówił w rozmowie z Markiem Szczęsnym w audycji z cyklu "Na przykład".


Posłuchaj
09:13 testament marka kotańskiego___2535_02_iv_tr_0-0_11942907ff480222[00].mp3 "Testament Marka Kotańskiego" - audycja Marka Szczęsnego. (PR, 22.08.2002)

 

Dzięki zaangażowaniu Kotańskiego i ludzi jemu podobnych w całej Polsce powstawały kolejne ośrodki przeznaczone dla tych, na których społeczeństwo wolało patrzeć tylko kątem oka.

"W kraju, gdzie bardzo głośno mówi się o miłości człowieka, jest jej coraz mniej. Ci, którymi się opiekuję, są jak wyrzut sumienia naszego społeczeństwa" - pisał w 1999 roku.

Praca w ośrodkach wymagała czasu i odporności psychicznej. Ludzie, wśród których działał "Kotan" mieli za sobą trudne życie, często zbaczali ze ścieżki prawa, nierzadko ośrodki Monaru i Markotu były ich ostatnim ziemskim domem.

- Pochód trupów gęstnieje za mną, obracam się w kręgu takich spraw, które często kończą się śmiercią – podkreślał dosadnie na antenie Polskiego Radia.


Posłuchaj
01:07 7dni_Kot_o_narkomanii.mp3 Marek Kotański o problemie narkomanii. Fragment audycji "7 dni w kraju i na świecie" Antoniego Szybisa i Marka Lipińskiego. (PR, 1.04.1990)

 

Przedstawienie Kotańskiego jako postaci pomnikowej byłoby odebraniem mu części tego, co było dla niego najważniejsze – człowieczeństwa. Twórcy Monaru i Markotu zarzucano działanie na granicy prawa, chęć zdobycia rozgłosu i apodyktyczność. Bywał ostry dla swoich podopiecznych, ale jak sam mówił, nie chciał uderzać w człowieka, tylko w  zakorzenione w nim słabości.

Kontrowersyjny wydawać się może także stworzony przez niego swoisty kodeks moralny, który nakazywał np. zerwanie kontaktów całej grupy z osobą, która nie zdołała zachować abstynencji.

"Usunięcie jest - jak sądzę - słusznym wyborem, nakazem moralnym w imię dobra bezbronnej reszty grupy, która walczy o swe życie. Nie można pozwolić, aby rozrywający się granat w ręku jednego człowieka rozerwał ich wszystkich" – pisał.

Życie Kotańskiego przerwał drastycznie wypadek. Gdy starał się ominąć autem pijanego rowerzystę, stracił panowanie nad kierownicą i uderzył w drzewo. Był 19 sierpnia 2002. Marek Kotański zmarł, ale jego dzieło trwa do dzisiaj.

- Do dziś jest to jedna z największych organizacji, które zajmują się pomocą osobom wykluczonym: uzależnionym od narkotyków i alkoholu, bezdomnym – mówi o Monarze Przemysław Bogusz, autor książki "Kotan. Czy mnie kochasz?".

bm

Czytaj także

Monar: 30 lat pomocy dla narkomanów

Ostatnia aktualizacja: 12.04.2011 15:46
W zeszłym roku do poradni Monaru zgłosiło się blisko 10 tys. osób, 4 tys. z nich to uzależnieni. W tym roku Monar obchodzi 30-lecie działalności.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Skazani na bluesa

Ostatnia aktualizacja: 07.02.2007 00:00
rozwiń zwiń
Czytaj także

Ksiądz, ojciec, rebeliant i prorok. Franciszek Blachnicki

Ostatnia aktualizacja: 26.02.2017 15:30
Przed śmiercią w Auschwitz uratowało go Gestapo, gdy walczył z plagą alkoholizmu komuniści wsadzili go do więzienia. Przemawiał tak monotonnie, że usnął kiedyś na własnym wykładzie, a zarazem porywał do działania tysiące ludzi.
rozwiń zwiń