„Na oczach świata, w naszych oczach, w oczach naszej młodzieży – mordowano naród. Patrzyliśmy na to bezczynnie. Pomimo całego oburzenia oswajamy się z myślą, że można mordować, można budować krematoria dla żywych ludzi” – napisała Maria Kann w wydanej w październiku 1943 r. konspiracyjnej broszurze pt. „Na oczach świata”. „W umysłach dziecięcych zaczyna kiełkować pojęcie, iż są różne rodzaje narodów: panów, pachołków i wreszcie psów, które wolno zabijać bezkarnie. I to jest najstraszliwszy posiew krwawego Fuhrera i jego zwycięstwo” – podkreśliła. „Świat przestanie być rzeźnią. Wróci ład i spokój. A w wiele lat potem dziecko spyta: - Czy zabito człowieka, czy Żyda, mamo? Tego lęka się serce polskich matek” – dodała.
„Na oczach świata" wstrząsa nie tylko wymową opisywanych faktów, ale także – i przede wszystkim – głęboko humanistycznym komentarzem, wskazującym na ogrom moralnego niebezpieczeństwa, jakie niesie ludzka bierność wobec zbrodni” – ocenił Władysław Bartoszewski, który przedrukował broszurę Marii Kann w „Tryptyku polsko-żydowskim” (2003).
W 1943 r. „Na oczach świata” wydano w nakładzie 2,1 tys. egzemplarzy.
Maria Kann urodziła się 11 maja 1906 r. w Łochwicy w obwodzie połtawskim jako córka Bolesława i Marii z domu Siewruk – rodzice byli farmaceutami, właścicielami apteki.
„Z książek przeczytanych w dzieciństwie pamiętam najlepiej klechdy greckie. Do dziś widzę, tak jak kiedyś, wyprawę po złote runo. Najmilsze są dla mnie jednak "Serce" Amicisa, "Baśń o sierotce Marysi" Konopnickiej i "Chatka Puchatka Milne‘a” – powiedziała Maria Kann Annie Bańkowskiej i Władysławowi Bartoszewskiemu („Poradnik bibliotekarza”, 1956). Natomiast z książek dla dorosłych, na „chybił trafił” pisarka wymieniła „Lalkę” Prusa, „Klub Pickwicka” Dickensa, „niektóre fragmenty z "Ogniem i mieczem” oraz „opisy przyrody z "Popiołówź" i "Pana Tadeusza”. „Nigdy nie udało mi się doczytać do końca żadnej powieści kryminalnej, oprócz powieści Chestertona o ojcu Brownie” - podkreśliła.
Ojciec Kann zmarł przed wybuchem I wojny światowej. Matka, uciekając z czwórką dzieci przed Sowietami, dotarła konnym wozem do Warszawy w 1922 roku. 16-letnią Marię zachwycił plac Bankowy z budynkami zaprojektowanymi przez Corazziego. „Byłam pewna, że równie pięknego pałacu nie ma na całym świecie” – napisała w autobiografii pt. „Granice świata” (2000).
„Matka zajęła się organizowaniem od podstaw Centralnej Apteki Więziennej, aby zapewnić swojej gromadce własny kąt i opiekę medyczną, bo »zajęte szczyty płucź dawały o sobie znać” – przypomniała Grażyna Zabłocka w artykule pt. „Marii Kann granice świata” („Podkowiański Magazyn Kulturalny”, 2003). Po wielomiesięcznej tułaczce u Marii rozpoznano początki gruźlicy. „W walce z atakującą gruźlicą pomaga jej Sabina Marcinkowska, drużynowa 45 WŻHD im. Emilii Plater, która wciąga ją do harcerstwa, oferując odpoczynek w górskim klimacie, rozwój zdolności i nowe przyjaźnie” – dodała Zabłocka.
Pierwsze próby pisarskie Maria Kann podjęła „chyba już w 5 czy 6 klasie gimnazjum”. „Napisałam wówczas do gazetki klasowej, której byłam redaktorką, obrazek pt. "Pochód wieków". Ponadto bardzo pociągało mnie słowo wiązane. Pamiętam ówczesny swój utwór poetycki, który brzmiał mniej więcej tak: "Rycerz trącał o struny sztyletem niedbale. I śpiewał: jestem tu, przybywajcie szakale!". Ta twórczość zapewniała mi w owych latach niczym nie zachwianą sławę poetycką wśród koleżanek szkolnych” – wspominała.
W 1926 r. zdała maturę w Państwowym Gimnazjum im. Królowej Jadwigi i rozpoczęła studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim zakończone w 1931 roku. Równocześnie ukończyła też Studium Pedagogiczne. W 1932 r. podjęła pracę w harcerskiej szkole im. Andrzeja Małkowskiego - opisała ją w książce „Koniec i początek świata” (1961).
Współredagowała pismo instruktorek harcerskich „Skrzydła”. W lipcu 1933 r. podczas IV Jamboree Skautowego w Gödöllő na Węgrzech zaprzyjaźniła się ze starszą o 16 lat Zofią Kossak. „Maria Kann redagowała gazetkę ścienną. Zawieszała ją codziennie na głównej tablicy. Pani Zofia czytała te teksty. Któregoś dnia powiedziała: Ś Murko, ty masz talent. Powinnaś pisać. Zawstydzona harcerka przyznała się, że właśnie pisze powieść lotniczą. Ś W takim razie jak skończysz, zgłoś się do mnie i spróbujemy ją wydrukować. W jakiś czas po powrocie do kraju Murka zgłosiła się do Zofii Kossak. Rękopis powieści "Pilot gotów" znalazł uznanie w jej oczach. Zaprowadziła więc swoją młodszą koleżankę do Gebethnera i Wolffa” – napisała Mirosława Pałaszewska w artykule pt. „Były niegdyś takie Polki… Dzieje przyjaźni Marii Kann i Zofii Kossak” („Słowo” 1966).
Naprawdę swoją pierwszą powieść pt. „Leśne czary” Maria Kann ogłosiła już w 1935 roku – „Pilot gotów?” był gotów w 1938 roku. W tym samym roku w księgarniach znalazła się powieść „Jutro będzie słońce”, w której – jak pisano w recenzjach – „nawiązując do marzeń Antoine'a de Saint-Exupéry'ego kreśliła lotnicze linie przyszłości łączące nasz kraj z całym światem”.
Była członkiem Zarządu Harcerskiego Klubu Lotniczego, a w latach 1936-38 kierowała referatem szybowcowym ZHP. Ukończyła kursy szybowcowe I i II stopnia.
„Współpracowała z Aleksandrem Kamińskim w Żywym Teatrze. Razem z kierowniczką kręgu harcerskiego Wilcze Gniazdo - Natalią Hiszpańską, zorganizowała harcerski chór. W święta w 1938 r. w Domu Harcerskim wystawiono szopkę lotniczą, którą Maria Kann napisała wraz ze Stefanem Waciórskim” – podano w biogramie na stronie Muzeum Powstania Warszawskiego (MPW). Po wybuchu wojny zgłosiła się do Polskiego Czerwonego Krzyża, pracowała jako sanitariuszka. „Kierująca akcją organizowania 15 szpitali pomocniczych Irena Lewandowska, powierzyła jej zorganizowanie jednej z filii Szpitala Ujazdowskiego (Kann kierowała Szpitalem Wojskowym przy ulicy Siennej, za co została odznaczona Srebrnym Krzyżem Zasługi przyznanym przez Dowództwo Obrony Stolicy). Od początku okupacji współdziałała z Harcerskim Sanitariatem Warszawy – komórką przygotowującą pomoc sanitarną na wypadek powstania” – czytamy na stronie MPW.
Od końca 1939 r. współorganizowała przemyt „grypsów” na Pawiak oraz konsekrowanych Hostii pozyskiwanych z kościołów św. Krzyża i św. Karola Boromeusza.
„Działalność tę umożliwiła Marii Kann znajomość z dwoma strażniczkami więziennymi Pawiaka: Wandą Danutą Gawryłow i Ludwiką Uzar-Krysiakową, które z mieszkania Marii Kann przenosiły komunikanty i grypsy do więzienia. Mieszkanie Marii i jej matki (kierowniczki Centralnej Apteki więzień, która ułatwiła kontakty córki ze strażniczkami) mieściło się na zapleczu Apteki przy ul. Długiej 52” - podano w dokumentacji n. t. Marii Kann, dostępnej na stronie Pomorsko-Kujawskiej Biblioteki Cyfrowej.
Innym jej zadaniem, było – zlecone przez cichociemnego Macieja Kalenkiewicza „Kotwicza” - przygotowanie sztandaru dla 1 Samodzielnej Polskiej Brygady Spadochronowej w Wielkiej Brytanii. Przedsięwzięcie – zdobycie odpowiednich materiałów i samo wykonanie - w warunkach okupacyjnych było bardzo trudne „Sztandar wyhaftowano w pracowni artystycznej przy ul. Brackiej 23. Hafciarki pracowały nocami a rano szły do swojej pracy” – napisała Mirosława Pałaszewska. 3 listopada 1942 r. w kościele panien kanoniczek na ul. Bielańskiej ksiądz Edmund Krause uroczyście poświęcił „dar społeczeństwa Warszawy” dla spadochroniarzy. Maria Kann i Zofia Kossak zostały matkami chrzestnymi sztandaru. Do Szkocji, gdzie stacjonowała brygada Stanisława Sosabowskiego sztandar trafił półtora roku później, przerzucony powietrznym „Mostem I” w nocy z 15 na 16 kwietnia 1944 roku.
Całą tę historię Maria Kann opisała w „Przekroju” (nr 652, 1957) – było to możliwe dzięki „popaździernikowej odwilży” bo już w pierwszym wydaniu książki „Niebo nieznane” (1964) wspomnienie o sztandarze ocenzurowano.
W wydanej w 1943 r. publikacji pt. „Świadectwo prawdzie” Maria Kann jako pierwsza opisała problem Goralenvolku - spopularyzowany niedawno fabularnym filmem „Biała odwaga” (2024).
„Trudno poznać Zakopane. Na pierwszy rzut oka jest ono "nur fűr Deutsche". W sanatoriach stworzonych przez patriotów polskich werandują Niemcy, oni to jeżdżą na nartach i chadzają górskimi ścieżkami. Jak stwierdziła nauka niemiecka, Zakopane było zawsze rdzennie niemieckie, a "die goralen" – to prastary germański szczep. Płatnym szerzycielem tej "idei" został były "król górali" Wacław Krzeptowski, co dawniej witał Pana prezydenta jako pierwszego Gazdę w Kraju, a dziś wybiega na powitanie byle Niemca… Naśladowców znalazł niewielu. Górale swoiście dali mu do zrozumienia, co myślą w tej sprawie. W nocy zakradli się na podwórko Krzeptowskich i wystawili szubieniczkę jak się patrzy. Pod szubieniczką widniał napis: "Uwazaj – no Wacuś – będzies wisioł za cuś!” - napisała. „Na górali" zapisało się jednak paru – jeden z biedy, drugi z głupoty. Ale gaździnki wlot zrozumiały, że to sprawa nie czysta i złe omamienie. Jedna krewka gaździnka wyniosła się z domu męża, kiedy ten ośmielił się zostać góralskim volksdeutschem. Na pożegnanie zwymyślała go i stwierdziła: – Jak ty "góral", tak ja nie twoja żona!” – dodała. „Gorzej działo się góralom w innych wioskach. Kiedyś zapytałam znajomego gazdę czy mają takich wyprzańców. – A był jeden – odrzekł spokojnie pykając fajkę. – Był? A co się z nim stało, gazdo? – Nimo go. – Jak to nie ma? Umarł? – Ano nimo go! – powtórzył i podkreślił słowa wymownym ruchem ręki. I zaraz zaczął opowiadać o innych, prawdziwych góralach, którzy przez Tatry na drugą stronę się przedzierali, do wojska naszego szli. Złapali ich Niemcy, kilku na miejscu zaraz zabili, lezą teraz gdzieś na przełęczy, sądu Boskiego na Niemców czekają. A jeden wrócił, musieli mu coś przetrącić, bo krwią pluł, aż skonał. A nie chciał umierać… doczekać się chciał…” – relacjonowała, cytowana w artykule Marii Jazowskiej-Gumulskiej pt. „Historia i kultura ludowa w góralskiej trylogii Marii Kann” („Annales Universitatis Paedagogicae Cracoviensis, Studia ad Bibliothecarum Scientiam Pertinentia”, 2011). „Świadectwo prawdzie” nie zostało wznowione po wojnie.
W 1943 r. Maria Kann – wspólnie z z grafikiem Stanisławem Tomaszewskim „Miedzą” i redaktorem Józefem Zarembą - założyła podziemne wydawnictwo „Załoga”, które opublikowało m.in. „Dywizjon 303” Arkadego Fiedlera, pamiętniki Churchilla „Krok po kroku”, „Droga wiodła przez Narwik” Ksawerego Pruszyńskiego i „Żądło Genowefy” Janusza Meissnera. Została też redaktorką konspiracyjnego ilustrowanego Pisma Młodzieży Lotniczej „Wzlot” – do wybuchu Powstania Warszawskiego ukazało się 5 numerów.
„Jednym z najważniejszych obszarów działalności Marii Kann w okresie okupacji niemieckiej było niesienie pomocy Żydom. Współpracowała m.in. z Zofią Kossak-Szczucką i Władysławem Bartoszewskim. Z czasem przybrało to postać zorganizowanej akcji w ramach Rady Pomocy Żydom "Żegota” – napisał historyk dr Marcin Urynowicz na stronie sprawiedliwi.org.pl. Zajmowała się m.in. lokowaniem dzieci z getta u rodzin prywatnych lub w sierocińcach. „Nie było to łatwe, szczególnie gdy miały tzw. zły wygląd i łatwo można było rozpoznać ich pochodzenie” – ocenił dr Urynowicz.
Sama Kann tak wspominała historię ratowania jednej dziewczynki: „Biegałyśmy po mieście, wlokąc ją ze sobą i truchlejąc, kiedy kto na nią spojrzał. Wszędzie odmawiano przytułku. Wreszcie wylądowałyśmy we trójkę na Chłodnej(…). Pani domu na widok małej żachnęła się i prosiła, żebyśmy ją czym prędzej zabierały”.
„Nie mogła pozostać obojętna wobec walk w getcie toczonych wiosną 1943 roku. Wierzyła, że poinformowanie świata o powstaniu w getcie warszawskim wymusi reakcję mocarstw. W porozumieniu z Aleksandrem Kamińskim rozpoczęła pisanie broszury. Tak powstała jedna z najważniejszych publikacji dokumentalnych czasów wojny pt. "Na oczach świata” – podkreślił dr Urynowicz.
„W chwili wybuchu Powstania Warszawskiego Maria Kann została odcięta od bezpośrednich przełożonych, zgłosiła się więc do szpitala na Lesznie. Nosząc rannych uszkodziła kręgosłup, dopiero po kilku dniach powróciła do pracy pomagając sanitariuszkom w Punkcie Opatrunkowym na terenie Arsenału przy ul. Długiej” – czytamy na stronie MPW. Po upadku Starówki trafiła do obozu w Pruszkowie, a stamtąd, chora, do szpitala w Sochaczewie.
W listopadzie 1944 r. znalazła się w Krakowie, w Wydziale Oświaty i Kultury Delegatury Rządu. W maju 1945 r. pracowała, wraz z Emilią Malessą, w Delegaturze Sił Zbrojnych na Kraj organizując przerzuty za granicę kurierów i osób zagrożonych aresztowaniem – później tym samym zajmowała się w Zrzeszeniu Wolność i Niezawisłość.
W listopadzie 1945 r. została aresztowana - na Rakowieckiej przesłuchiwał ją Józef Różański (Goldberg). W lutym 1946 r. została uwolniona w ramach „akcji ujawniania” i podjęła pracę w redakcji dziecięco-młodzieżowej Polskiego Radia – po kilku miesiącach została wyrzucona. W 1947 r. objęła dział literatury dziecięco-młodzieżowej w „Czytelniku” - w 1952 r. została zwolniona i dostała zakaz wyjazdu z kraju. Obowiązywał do 1963 roku, kiedy to wypuszczono ją do Izraela po odbiór dyplomu Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata.
Od 1952 r. redagowała w „Naszej Księgarni” popularną serię książeczek dla dzieci „Poczytaj mi, mamo”.
W pamięci starszych już dziś czytelników zapisała się trylogia góralska – powieści „Wantule” (1953), „Dujawica” (1956) i „Owcze ścieżki” (1960) - opisująca przemiany społeczno-kulturowe Zakopanego przed wojną, w trakcie okupacji i w czasie tuż powojennym. Literacki talent autorki sprawił, że adresowane do młodego czytelnika książki, nie rozczarowują gdy wraca się do nich po latach.
„W życiu dzieci i młodzieży literatura odgrywa znacznie większą rolę niż w życiu człowieka dorosłego, nie tylko bowiem dostarcza przeżyć artystycznych i jest źródłem wiedzy, lecz pomaga młodemu czytelnikowi stawać się człowiekiem wyzwalając tkwiące w nim siły i podsuwając wzory, ułatwiające mu tworzenie samego siebie” – mówiła Maria Kann w 1956 roku. „Dlatego też książka dla młodzieży powinna zawierać bogate i rzetelne wiadomości, przy czym musi ją cechować wysoki poziom moralny, który Ś zaznaczam z naciskiem Ś nie może się sprowadzać do nudnego moralizatorstwa” - podkreśliła.
„Dla programu edukacji regionalnej w szkołach ponadpodstawowych trylogia Marii Kann stanowi przykład dzieła artystycznego, w którym pisarka umiejętnie łączy problemy egzystencjalne dzieci i młodzieży Podhala z refleksją na temat tradycji i złożonego problemu historycznych realiów okupacji oraz przemian powojennych” – oceniła Maria Jazowska-Gumulska.
Maria Kann zmarła 30 grudnia 1995 r. w wieku 89 lat. Jest pochowana na Cmentarzu Wawrzyszewskim w Warszawie.
PAP/pż