Redakcja Polska
Dodaj w Google

Dodaj nas do preferowanych źródeł w Google, aby nasze wiadomości wyświetlały Ci się na górze wyników wyszukiwania

„Intuicja mamy uratowała mi życie”. Andrzej Kowarsz, ocalały z Rzezi Woli, opowiada swoją historię

05.08.2026 15:45
Rzeź Woli była największą pojedynczą masakrą ludności cywilnej podczas II wojny światowej. Między 5 a 7 sierpnia 1944 roku Niemcy i ich pomagierzy zamordowali dziesiątki tysięcy mieszkańców warszawskiej dzielnicy. Siedmioletni wówczas Andrzej Kowarsz przeżył piekło tamtych dni. W rozmowie opowiada o utracie bliskich, egzekucjach, ucieczce z kolumny skazańców i decyzji matki, która uratowała mu życie.
Audio
  • „Wszystkich wyprowadzili na drugą stronę Górczewskiej i rozwalili. Ci, którzy poszli z dziećmi, te dzieci, wszystkich tam rozwalili. Także ja cudem, że nie poszedłem.” — Andrzej Kowarsz w rozmowie z Piotrem Żułnowskim [posłuchaj]
Andrzej Kowarsz jako 7-letni chłopiec z ocalał z rzezi Woli, podczas Powstania Warszawskiego.
Andrzej Kowarsz jako 7-letni chłopiec z ocalał z rzezi Woli, podczas Powstania Warszawskiego. fot. Piotr Żułnowski

Warszawy miało nie być

5 sierpnia 1944 roku, w czasie Powstania Warszawskiego, rozpoczęła się niemiecka akcja pacyfikacyjna skierowana przeciwko ludności cywilnej warszawskiej Woli. Nie była to zwykła operacja wojskowa, ale zaplanowana akcja eksterminacyjna. Rozkaz Adolfa Hitlera zakładał zniszczenie Warszawy i wymordowanie jej mieszkańców. Wola miała zostać zamieniona w martwą dzielnicę.

Za przeprowadzenie zbrodniczej operacji odpowiadał generał Heinz Reinefarth, dowódca niemieckich sił skierowanych do stłumienia powstania na Woli. W pacyfikacji uczestniczyły także oddziały Oskara Dirlewangera, znane z wyjątkowego okrucieństwa, oraz formacje policyjne i kolaboracyjne, między innymi oddziały RONA. Ich żołnierze dopuszczali się masowych egzekucji, gwałtów, grabieży i podpaleń.

Ciała polskich cywilów zamordowanych przez Niemców w trakcie "rzezi Woli", dokonanej w pierwszych dniach powstania warszawskiego Ciała polskich cywilów zamordowanych przez Niemców w trakcie "rzezi Woli", dokonanej w pierwszych dniach powstania warszawskiego

W ciągu kilku dni robotnicza dzielnica Warszawy stała się miejscem jednej z największych zbrodni na ludności cywilnej podczas II wojny światowej. Ginęli mieszkańcy kamienic, dzieci, kobiety, osoby starsze, chorzy i ranni. Ofiary mordowano między innymi na podwórkach, w fabrykach, szpitalach i przy ulicach.

Dokładna liczba ofiar Rzezi Woli do dziś pozostaje trudna do ustalenia. Wiele ciał spalono, aby zatrzeć ślady zbrodni. Historycy szacują, że w dniach 5–7 sierpnia 1944 roku na samej Woli mogło zginąć około 30 tysięcy osób, a w szerszych szacunkach dotyczących ofiar masakry pojawiają się liczby sięgające kilkudziesięciu tysięcy mieszkańców dzielnicy. Rzeź Woli uznawana jest za największą pojedynczą masakrę ludności cywilnej dokonaną podczas II wojny światowej.

 Ludność cywilna Woli prowadzona przez Niemców ulicą Wolską, przypuszczalnie w pierwszych dniach sierpnia 1944 r. podczas tzw. Rzezi Woli Ludność cywilna Woli prowadzona przez Niemców ulicą Wolską, przypuszczalnie w pierwszych dniach sierpnia 1944 r. podczas tzw. Rzezi Woli   fot. Bundesarchiv

Chłopiec z Woli 

Wśród tych, którzy przeżyli, był siedmioletni Andrzej Kowarsz. Urodził się 23 maja 1937 roku przy ulicy Górczewskiej, w kolonii Wawelberga. Jako mały chłopiec nie rozumiał jeszcze wojennej polityki i decyzji podejmowanych przez dowódców. Rozumiał za to strach, huk bomb i nagłe znikanie ludzi.

„Jak wybuchła wojna miałem dwa latka. Tego wybuchu wojny nie pamiętam. Pierwszą pamięć jaką mam, to moment, kiedy Niemcy ruszyli na Rosję” – wspomina Andrzej Kowarsz.

Pamięta widok niemieckich wojsk przechodzących ulicami Woli.

„Jako taki mały dzieciak siedziałem na parapecie i się przyglądałem. To pamiętam” – mówi.

Ojciec Andrzeja Kowarsza pracował w Państwowych Zakładach Inżynieryjnych na Skierniewickiej. Był metalowcem. W czasie okupacji zakłady wykonywały prace na potrzeby niemieckiej machiny wojennej.

Sam Andrzej dorastał w świecie okupacyjnych zakazów i ostrzeżeń.

„Miałem tylko powiedziane, że Niemiec to jest wróg, od Niemca nie wolno nic wziąć, nie wolno z nim rozmawiać i tak dalej” – opowiada.

W jego dziecięcej pamięci zostały także bombardowania Woli.

„Pamiętam naloty. Ktoś mi powiedział, że ta bomba, którą słyszę, ten gwizd, nic mi nie zrobi. Ta bomba, której nie słyszę, to mnie zabije. W związku z tym jak wszyscy dookoła się bali, a ja słyszałem, że gwiżdżą, to się nie bałem” – wspomina.

Pierwsze dni Powstania Warszawskiego

Gdy 1 sierpnia 1944 roku wybuchło Powstanie Warszawskie, Andrzej Kowarsz miał siedem lat. Nie wiedział, że jego ojciec był związany z konspiracją. Nie wiedział też, że w domu ukrywane były materiały dla powstańców.

Dwa dni przed wybuchem walk do mieszkania przyszła jego ciotka związana ze strukturami sanitarnymi Armii Krajowej.

„Przyleciała do nas do domu i mówi do mojej matki: Marycha, musisz mi pomóc, bo ja muszę tutaj medykamenty schować” – opowiada.

W domu znalazły się opatrunki, wata i materiały medyczne przygotowywane na czas walk. Pierwszego sierpnia zostały zabrane przez powstańców.

Andrzej pamięta atmosferę pierwszych godzin powstania.

„Czuło się taki entuzjazm. Zwykli sąsiedzi opaski pozakładali, szli na barykady, tam taczki, co kto mógł, kawał kamienia gdzieś wyrwał. Entuzjazm był ogromny” – mówi.

RONA (Rosyjska Wyzwoleńcza Armia Ludowa) – kolaboracyjna formacja zbrojna złożona z Rosjan w służbie niemieckiej, działająca podczas II wojny światowej. Dowódca pułku major Iwan Frołow (pośrodku) z oficerami RONA podczas Powstania Warszawskiego. Oficer po prawej od Iwana Frołowa to ltn. Michalczewski RONA (Rosyjska Wyzwoleńcza Armia Ludowa) – kolaboracyjna formacja zbrojna złożona z obywateli ZSRR w służbie niemieckiej, działająca podczas II wojny światowej. Na zdjęciu dowódca pułku major Iwan Frołow (pośrodku) z oficerami RONA podczas Powstania Warszawskiego. Oficer po prawej od Iwana Frołowa to ltn. Michalczewski

Rzeź Woli oczami siedmiolatka

Po kilku dniach sytuacja zmieniła się dramatycznie. Ostrzał przybierał na sile. Mieszkańcy schodzili do piwnic.

„Piątego zaczął się ogromny taki ostrzał mocny. W związku z tym myśmy już zeszli do piwnic” – wspomina.

5 sierpnia rozpoczęła się tak zwana „czarna sobota”. Niemieckie oddziały rozpoczęły masową eksterminację mieszkańców Woli. Formacje dowodzone przez Reinefartha, w tym oddziały Dirlewangera i RONA, przechodziły przez dzielnicę, zabijając całe grupy cywilów.

Jednym z miejsc, które stały się symbolem tej zbrodni, były wolskie szpitale. Niemcy mordowali rannych, pacjentów i personel medyczny, nie oszczędzając nawet osób, które nie mogły walczyć ani uciekać.

Wśród ofiar znalazła się Wanda Lurie, ciężarna mieszkanka Woli, której los stał się jednym z najbardziej przejmujących świadectw masakry. Została rozstrzelana wraz z innymi cywilami, ale przeżyła egzekucję. Jej wspomnienia stały się jednym z ważnych świadectw pokazujących skalę niemieckich zbrodni wobec mieszkańców dzielnicy.

Andrzej Kowarsz w tym czasie widział tragedię z perspektywy dziecka.

„Na samym parterze taka pani, jak dzisiaj pamiętam, pani Adamska, wychyliła się tylko, żeby zobaczyć, co się dzieje i praktycznie odłamek pół twarzy urwał” – mówi.

 Ludność cywilna Woli prowadzona ulicą Wolską, przypuszczalnie w pierwszych dniach sierpnia podczas tzw. Rzezi Woli. Budynek po lewej stronie ulicy to Wolska 64, z tylu biala sciana budynku Wolska 58 na rogu z ulicą Płocką Ludność cywilna Woli prowadzona ulicą Wolską, przypuszczalnie w pierwszych dniach sierpnia podczas tzw. Rzezi Woli. Budynek po lewej stronie ulicy to Wolska 64, z tylu biala sciana budynku Wolska 58 na rogu z ulicą Płocką

Niedługo później Niemcy wkroczyli do budynku. Mieszkańców wypędzono.

„Jak już wyszliśmy, to wzdłuż podwórka było pełno trupów. W bramie leżało sporo trupów” – opowiada.

Cywile byli prowadzeni przez podwórka, ponieważ powstańcy przebili przejścia między budynkami, aby można było przemieszczać się bez wychodzenia na ulice.

Kowarsz wraz z rodziną trafił do szpitala, a później został wyprowadzony w kolumnie mieszkańców.

„Tam już mieli nas rozstrzelać. Z jakiego powodu tego nie zrobili, nie wiem” – mówi.

Szopa przy Górczewskiej

Jednym z najbardziej dramatycznych miejsc Rzezi Woli była tak zwana szopa na Moczydle, w rejonie dzisiejszej ulicy Górczewskiej. Przetrzymywano tam mieszkańców przed egzekucjami.

Wśród zatrzymanych była rodzina Andrzeja.

„To był drewniak. Proszę sobie wyobrazić mentalność mojej mamy, która w tym momencie w Powstaniu Warszawskim miała 31 lat. Chciała koniecznie mnie rozebrać, bo przewidywali, że trzeba będzie uciekać przez szpary, żeby mnie kulka trafiła, żebym od razu był zabity, a nie żebym był ranny” – opowiada.

Następnego dnia część ludzi wyprowadzono z szopy.

„Wszystkich wyprowadzili na drugą stronę Górczewskiej i rozwalili. Ci, którzy poszli z dziećmi, te dzieci, wszystkich tam rozwalili. Także ja cudem, że nie poszedłem” – wspomina.

Ocaliła go decyzja matki, która nie pozwoliła mu wtedy wyjść.

Ucieczka z kolumny

Kolejnego dnia Niemcy wyprowadzili mieszkańców w kierunku zachodnich krańców Warszawy. Andrzej szedł razem z matką i babcią.

W pewnym momencie matka zdecydowała się na desperacki krok.

„Moja mama mówi do babci: jak tylko będzie okazja, ja z Jędrkiem daję dyla” – opowiada.

Udało im się uciec.

„Z całej kolumny myśmy jedni uciekli, strzelali za nami” – mówi.

Trafili do przypadkowego mieszkania, gdzie mieszkańcy udzielili im pomocy.

„Były dwie kobiety i dziecko. Ta pani od razu odsunęła zupę i mnie kazała usiąść. Mamie dali fartuch, coś tam robiła” – wspomina.

Później rodzina przedostała się poza Warszawę. Przeżyli resztę wojny na wsi.

Heinrich Reinefarth - niemiecki generał Waffen-SS. Podczas tłumienia Powstania Warszawskiego dowodził wydawał rozkazy mordów ludności cywilnej Woli. Po wojnie uniknął kary i został burmistrzem miasta Westerland na wyspie Sylt w RFN Heinrich Reinefarth - niemiecki generał Waffen-SS. Podczas tłumienia Powstania Warszawskiego dowodził wydawał rozkazy mordów ludności cywilnej Woli. Po wojnie uniknął kary i został burmistrzem miasta Westerland na wyspie Sylt w RFN

Pamięć, która zostaje

Po wojnie Andrzej Kowarsz wrócił do Warszawy. Jego ojciec, który trafił do obozu koncentracyjnego Dachau, przeżył i wrócił w sierpniu 1945 roku.

Rodzina nie wróciła już jednak na dawną Wolę.

„Moja matka na Wolę nigdy nie chciała przyjść. Nie chciała na tę Górczewską za nic w świecie” – mówi.

Przez lata wspomnienia wracały. „Później po zastanowieniu się ta trauma była. Była” – przyznaje.

Dziś Andrzej Kowarsz jest jednym z ostatnich świadków tamtych wydarzeń.

„Chciałbym, żeby o powstaniu pamięć pozostała, żeby dalsze pokolenia Polaków wiedziały, że tamci ludzie myśleli o tym, żeby tę Polskę jak najszybciej wyzwolić” – mówi.

Dodaje: „Dla istnienia, żeby w ogóle Polska była Polską. Bo jeżeli tę pamięć zatracimy, to mając takich dwóch sąsiadów, prędzej czy później Polska zniknie z mapy świata”.

Ludność cywilna Woli w kościele św. Wojciecha przy ulicy Wolskiej w Warszawie który był używany jako obóz przejściowy dla ewakuowanej ludności a w jego okolice były miejscem wielu egzekucji. W dniach 5-12 sierpnia zamordowano w tej cześci Woli 59 400 osób Ludność cywilna Woli w kościele św. Wojciecha przy ulicy Wolskiej w Warszawie który był używany jako obóz przejściowy dla ewakuowanej ludności a w jego okolice były miejscem wielu egzekucji. W dniach 5-12 sierpnia zamordowano w tej cześci Woli 59 400 osób

Historia Andrzeja Kowarsza jest jednym z wielu świadectw Rzezi Woli. To opowieść o dziecku, które znalazło się w centrum jednej z największych tragedii II wojny światowej, ale także o tysiącach mieszkańców Warszawy, których los przypomina, dlaczego pamięć o sierpniu 1944 roku pozostaje tak ważna.

PRdZ/Muzeum Warszawy/dzieje.pl/pż

Warszawa zatrzymała się w Godzinę „W”. Syreny i dzwony w 82. rocznicę Powstania Warszawskiego

01.08.2026 18:00
Punktualnie o godzinie 17.00 w Warszawie zawyły syreny alarmowe i rozległy się dzwony kościołów. Stolica zatrzymała się, by w 82. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego oddać hołd uczestnikom zrywu oraz mieszkańcom miasta poległym i zamordowanym w 1944 roku.

Tysiące głosów dla Powstańców. Warszawiacy po raz 20. zaśpiewali (nie)zakazane piosenki

02.08.2026 12:00
Mimo deszczu tysiące osób wypełniły plac Piłsudskiego w Warszawie, by wspólnie wykonać pieśni, które towarzyszyły mieszkańcom okupowanej i walczącej stolicy. Jubileuszowa, 20. edycja koncertu „Warszawiacy śpiewają (nie)zakazane piosenki” była jednym z najważniejszych wydarzeń 82. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego.

Za nami pierwszy dzień obchodów 82. rocznicy Powstania Warszawskiego

03.08.2026 15:48
1 sierpnia o godzinie 17.00 Warszawa po raz kolejny zamarła. Stolica zatrzymała się o godzinie „W”, by oddać hołd bohaterom Powstania Warszawskiego. W obchodach 82. rocznicy zrywu uczestniczyli powstańcy, mieszkańcy stolicy oraz goście z całej Polski, dla których była to chwila pamięci, refleksji i wspólnego przeżywania historii.