Wysłuchaj rozmowy w audycji "Wybieram Dwójkę"<<<
O losach listów, ich niezwykłej drodze oraz pracy nad tym poruszającym materiałem opowiadały w audycji redaktorki tomu – Martyna Grądzka-Rejak z Muzeum Getta Warszawskiego i Anna Romaniuk z Biblioteki Narodowej.
Czytaj także:
Miłość w rozłące. Historia Romany i Aleksandra Wilnerów
Aleksander Wilner przyszedł na świat w 1895 roku, Romana w 1901. Oboje pochodzili z dobrze sytuowanych, inteligenckich rodzin warszawskich. Romana Wilner wraz z rodziną znalazła się w getcie w 1941 roku. Wcześniej jej mąż Aleksander, dosyć skomplikowaną, okrężną drogą, trafił do Sztokholmu. Cała wojna to okres ich rozstania, ale też czas intensywnej korespondencji.
- Prawdopodobnie poznali się podczas studiów na Uniwersytecie Warszawskim. W 1924 roku wzięli ślub, a niespełna dwa lata później urodził się ich jedyny syn, Ryszard. Funkcjonowali w środowisku warszawskiej inteligencji – wśród lekarzy, adwokatów, ludzi dobrze wykształconych - mówiła w Dwójce Anna Romaniuk.
Listy, które przetrwały. I te, które zginęły
Badaczki dysponowały jedynie listami Romany do Aleksandra. Listów Aleksandra nie ma. Przepadły razem z gettem. - Nie mamy żadnych świadectw ani dowodów, że mogły przetrwać. Prawdopodobnie podczas ucieczki z getta, bardzo starannie przygotowywanej przez Romę, musiała zostawić wszystko, co mogłoby wzbudzać podejrzenia albo było zbędne. Zabierano tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Ucieczka odbyła się w dramatycznych okolicznościach, w samym środku tzw. Wielkiej Akcji Deportacyjnej, czyli masowych wywózek Żydów z getta warszawskiego do Treblinki - zaznaczyła Martyna Grądzka-Rejak.
Z getta do Sztokholmu, ze Sztokholmu do historii
Roma pisała swoje listy w getcie warszawskim, a jej przyjaciółka wynosiła je na aryjską stronę. Tam naklejała znaczki z Hitlerem i wysyłała je do Sztokholmu. - Aleksander przechował te listy, a także fotografie, które Roma mu wysyłała, żeby widział, jak dorasta ich syn i że ona sama wciąż się trzyma. Po wojnie Roma zabrała listy ze sobą. Historia zakończyła się w pewnym sensie happy endem - bohaterowie spotkali się w Sztokholmie, a potem wyjechali do Montrealu. Listy były z nimi. Później Jurek Yehuda Glass, uratowany przez Romę z getta, poprosił ją o te listy. Roma oddała je niechętnie, bo była do nich bardzo przywiązana. Po latach Jurek przekazał je reżyserce Aleksandrze Domańskiej, a następnie wspólnie zdecydowali się oddać je do Biblioteki Narodowej. I w ten sposób trafiły w moje ręce - wyznała Anna Romaniuk.
Codzienność zamiast wielkiej historii
W listach nie ma wielkich wydarzeń, nazwisk, momentów przełomowych. To historia codzienna - konkretnej rodziny, która mogła przebywać razem, pod jednym dachem. W listach pojawiają się też osoby z ich otoczenia.
- Najważniejsi bohaterowie są razem i to daje im pewne poczucie bezpieczeństwa. Jednocześnie w listach nie znajdziemy obrazów getta znanych z innych źródeł, choćby z Archiwum Ringelbluma. Dlatego zaproponowałyśmy uzupełnienie ich komentarzami, które pokazują, co działo się poza "światem" Romy - poza jej pokojem, kuchnią, codziennymi rozmowami - mówiła Martyna Grądzka-Rejak.
- To także pewnego rodzaju palimpsest: poza głosem Romy pojawiają się dopiski innych osób, które chcą przekazać pozdrowienia czy informacje. Są też listy Ryszarda. Tworzy się z tego spójna opowieść, ale jednocześnie wycięta z szerszego kontekstu okupacyjnego - z przeludnionego getta, z głodu, chorób, braku prywatności. Tego w tych listach nie ma - dodała rozmówczyni Jakuba Kukli.
***
Tytuł audycji: Wybieram Dwójkę
Prowadzenie: Jakub Kukla
Goście: Martyna Grądzka-Rejak (kierowniczką Działu Naukowo-Badawczego Muzeum Getta warszawskiego, historyczka, judaistka), Anna Romaniuk (kierowniczka Zakładu Rękopisów Biblioteki Narodowej, historyczka literatury, krytyczka literacka)
Data emisji: 7.04.2026
Godz. emisji: 16.30