To on stał za zbrodnią pomorską w 1939 roku. Polakożerca Ludolf von Alvenslebe

Ostatnia aktualizacja: 01.04.2026 10:03
- W gruncie rzeczy "urzędowanie" Alvenslebena w Bydgoszczy jest krótkie, bo od drugiej dekady września 1939 roku do ostatnich dni listopada. W ciągu tych kilku tygodni udaje się Niemcom rozpętać machinę dużego terroru, który według niektórych szacunków historyków dotyka nawet 20-30 tysięcy Polaków - mówił w Dwójce dr Filip Gańczak, autor książki "Polakożerca".
Ludolf von Alvensleben, generał von Jagow i nierozpoznany kapitan przyjmują defiladę
Ludolf von Alvensleben, generał von Jagow i nierozpoznany kapitan przyjmują defiladęFoto: z archiwum NAC

>>> Posłuchaj audycji "Rzeczypospolite"

Ludolf von Alvenslebe był nazistą z przekonania, wiernym "ideałom" partii, zaufanym człowiekiem Heinricha Himmlera. Gdy III Rzesza najechała Polskę, kierował na podbitych terenach Selbstschutz Westpreuβen – paramilitarną formacją, słynącą z okrucieństwa. Przyczynił się w ten sposób do śmierci tysięcy Polaków, głównie przedstawicieli inteligencji. Nie znał litości. Był absolutnie przekonany o słuszności swoich działań.

Kat Kujaw i Pomorza

Skala terroru stosowanego przez Selbstschutz Westpreuβen była tak duża, że wzbudzała zaniepokojenie przedstawicieli innych struktur w ramach nazistowskiego państwa niemieckiego. - Nie wszystkim dygnitarzom nazistowskim podobało się, że istnieje formacja, która jest niekontrolowana przez władze cywilne. Zdarzali się też niemieccy wojskowi, którzy mieli jeszcze wyobrażenie, że wojna powinna przebiegać w nieco bardziej cywilizowany sposób, mniej więcej jak I wojna światowa. Były też osoby takie jak Albert Forster, gauleiter Gdańska i później również Prus Zachodnich, który obawiał się, że pod swoim nosem będzie miał człowieka Heinricha Himmlera, z którym walczył niejako o wpływy na tym terenie - tłumaczył dr Filip Gańczak. 

Zbrodniarz, który uniknął sprawiedliwości

"Polakożerca" to efekt kilkuletniego śledztwa dziennikarskiego, w którym autor odtwarza losy nazistowskiego zbrodniarza, zagląda do archiwów na trzech kontynentach i pokazuje, jak działały mechanizmy powojennego tuszowania win. Po II wojnie światowej ukrywał się, następnie mieszkał w Argentynie. Nigdy nie stanął przed sądem. Zmarł w roku 1970 w wieku blisko 70 lat.

Czytaj także:

- W Argentynie już przed wojną była spora społeczność niemieckojęzyczna, wśród której nie brakowało też sympatyków nazizmu. To jest jeden z kluczowych czynników, dlaczego zbrodniarze tacy jak Alvensleben, Mengele czy Eichmann tam właśnie przybywali.  Mieli oparcie miejscowych Niemców, mogli liczyć na pomoc w znalezieniu mieszkania, pracy, w ukrywaniu ich na tym pierwszym etapie. Ważny zapewne był również stosunek władz argentyńskich do tego procederu, czyli co najmniej przymykanie oczu. Mówi się też o różnych osobach z otoczenia prezydenta Argentyny Juana Perona, które miały ten proceder ucieczek zbrodniarzy nazistowskich wspierać - zauważył gość "Rzeczypospolitych"

***

Tytuł audycji: Rzeczypospolite

Prowadzenie: Antoni Dudek

Gość: dr Filip Gańczak (Instytut Pamięci Narodowej, autor książki "Polakożerca")

Data emisji: 31.03.2026

Godz. emisji: 19.10

pg

Czytaj także

Kolaboracja - przyczyny i konsekwencje

Ostatnia aktualizacja: 19.11.2024 13:50
Dlaczego jednostki i społeczeństwa kolaborują? Czym kolaboracja różni się od zdrady? Co powoduje, że niektóre przypadki kolaboracji są rozgrzeszane, a inne potępiane przez otoczenie?
rozwiń zwiń
Czytaj także

Wojsko w II RP – elita narodu czy państwo w państwie?

Ostatnia aktualizacja: 15.04.2025 14:00
W dwudziestoleciu międzywojennym Wojsko Polskie nie było jedynie armią – było instytucją formującą obywateli, kształtującą kulturę i wpływającą na politykę. Dlaczego armia zyskała tak wyjątkowy status? Jakie były tego konsekwencje społeczne i polityczne? I czy to dziedzictwo przetrwało do dziś? W najnowszym odcinku podcastu „Rzeczypospolite” prof. Antoni Dudek rozmawia z prof. Marcinem Kruszyńskim – historykiem wojskowości z Uniwersytetu w Siedlcach i Lotniczej Akademii Wojskowej w Dęblinie.
rozwiń zwiń