Nazwisko Georga Johanna Tribowskiego nie należy dziś do powszechnie rozpoznawalnych. Jak przyznają same kuratorki wystawy, również dla nich było ono początkowo niemal nieznane. Zmieniło się to za sprawą Tadeusza Deptuły, badacza i popularyzatora twórczości artysty. – To malarz urodzony w Gdyni, którego malarstwo jest bardzo różnorodne, inspirowane zarówno sztuką dawną, jak i współczesną awangardą. Jest kolorowe, intrygujące, a sama jego biografia okazuje się równie fascynująca jak obrazy – mówiła Paulina Szymalak-Bugajska.
Posłuchaj audycji "Rozmowy na lato" >>>
Biografia niczym scenariusz ekspozycji
To właśnie życiorys Tribowskiego stał się dla autorek wystawy jednym z najważniejszych kluczy do opowieści o jego sztuce. Urodził się w 1935 roku, jego ojciec był Kaszubem, matka Niemką. Po wojnie rodzina przeniosła się do Szczecina, gdzie młody Tribowski rozpoczął naukę w Liceum Plastycznym. Z powodu swojego pochodzenia przez lata nie mógł ukończyć edukacji w normalnym trybie ani rozpocząć studiów.
– Jego tożsamość i wyraźny niemiecki akcent bardzo utrudniały mu zdobycie wykształcenia. Maturę zdawał eksternistycznie. Później z ogromnym trudem zdobył dyplom artysty plastyka. W Polsce nie czuł się do końca u siebie – przypominała w rozmowie Magdalena Kołtunowicz.
Rodzina przez siedemnaście lat czekała na zgodę na wyjazd do Hamburga. Kiedy wreszcie udało się wyemigrować, okazało się, że również tam artysta nie odnalazł pełnego poczucia przynależności. – W Polsce był traktowany jak Niemiec, a w Niemczech jak Polak. To tragiczny los człowieka naznaczonego historią Polski i Niemiec. Nigdy nie żył ze sztuki. Pracował w fabryce, a malował w każdej wolnej chwili. Dla niego sztuka była ucieczką i sposobem radzenia sobie z rzeczywistością – podkreślały kuratorki.
Czytaj także:
Sztuka, która stała się sposobem na życie
Doświadczenie wyobcowania wyraźnie odbiło się w twórczości Tribowskiego. Wczesne obrazy, które powstały jeszcze w Szczecinie, są oszczędne kolorystycznie, pełne mocnych konturów i geometrycznych uproszczeń. Inspiracje gotykiem, niemieckim ekspresjonizmem czy twórczością Albrechta Dürera przeplatają się w nich z własnym językiem malarskim.
– Jego mistrzem był profesor Kusztelski, historyk sztuki, niepraktykujący malarz. Z tego właśnie powodu Tribowski wychodził przede wszystkim od teorii i historii sztuki. Bardzo dobrze widać to w jego obrazach. Nieustannie prowadził dialog z dawnymi mistrzami, interpretował ich dzieła i szukał własnego języka – wyjaśniała Magdalena Kołtunowicz.
Polska tradycja, która wybrzmiewa
Jednocześnie artysta nie zrywał więzi z Polską. W jego obrazach pojawiały się m.in. tancerki Zespołu Pieśni i Tańca "Mazowsze", łowickie stroje ludowe czy motywy inspirowane polskim folklorem. Nawet po latach spędzonych w Hamburgu artysta wracał do tematów wyniesionych z młodości.
– To bardzo ciekawe, bo pokazuje jego przywiązanie do polskiej kultury i tradycji, w której przecież dorastał. Te motywy wracają także w późniejszych obrazach malowanych już w Niemczech – zauważyła Paulina Szymalak-Bugajska.
Drugą odsłonę jego twórczości przynosły lata spędzone w Hamburgu: paleta stał się znacznie jaśniejsza, obrazy nabrały przestrzeni i dynamiki. Pojawił się motywy podróży, autostrad, portowych dźwigów i dalekich horyzontów.
Nieprzypadkowy tytuł "W drodze"
– Odnosi się on z jednej strony do życiowej wędrówki artysty: od Gdyni, przez Szczecin, do Hamburga. Nawiązuje też do jego nieustannych poszukiwań malarskich. Wyszedł od teorii historii sztuki, później przez całe życie próbował odnaleźć własny język. Ta droga jest chyba najważniejszym bohaterem tej wystawy – podsumowała Paulina Szymalak-Bugajska.
***
Tytuł audycji: Rozmowy na lato
Prowadzenie: Katarzyna Sanocka
Goście: Paulina Szymalak-Bugajska oraz Magdalena Kołtunowicz (kuratorki ekspozycji)
Data emisji: 28.07.2026
Godz. emisji: 22.00
Oprac. zchowaniec