Wszystko zaczęło się od jednego miejsca – leśnego cmentarza dawnej placówki porodowo-opiekuńczej w Kantenwald. Spoczywają tam dzieci robotnic przymusowych ze wschodu, w tym także Polek. Aby dotrzeć na cmentarz, trzeba wejść w głąb lasu. Nie prowadzi do niego zwykła alejka ani charakterystyczna cmentarna brama.
– „Ma się takie wrażenie, że jest ono ukryte przed wzrokiem postronnych, jakby pozostawione na uboczu pamięci. Kiedy wchodzi do tego jeszcze świadomość, kto tam spoczywa i jaka historia kryje się za losem tych dzieci oraz ich matek, trudno przejść obok tego obojętnie” – mówi Piotr Ketnowski, twórca projektu Ostoja Pamięci.
To właśnie tam po raz pierwszy poczuł, że pamięć o polskich ofiarach wojny nie jest czymś trwałym ani gwarantowanym. Jak podkreśla, wiele miejsc pochówku przez lata pozostawało poza społeczną świadomością, a część z nich po wojnie trzeba było dodatkowo chronić przed likwidacją.
Z czasem pojedyncze odkrycia zaczęły układać się w większy projekt. Kolejne dokumenty, archiwa i odnajdywane cmentarze doprowadziły do stworzenia portalu ostojapamięci.pl, który dokumentuje polskie groby wojenne na terenie Niemiec.
Praca nad odnajdywaniem takich miejsc rozpoczyna się najczęściej od archiwów. Dziś dostęp do wielu dokumentów jest łatwiejszy niż dawniej dzięki digitalizacji zbiorów. Największe problemy pojawiają się jednak później – podczas weryfikacji informacji w urzędach i administracjach cmentarnych.
– „Znajduję dokument, widzę nazwisko, datę śmierci i informację o pochówku. Następnie zwracam się do urzędu czy administracji cmentarza i często słyszę, że takiego grobu nie ma albo taka osoba nie jest tam pochowana. Wtedy trzeba wrócić do źródeł i pokazać dokumenty” – podkreśla Piotr Ketnowski.
Jak zaznacza, część problemów wynika z upływu czasu. Zmieniały się administracje, likwidowano stare kwatery, a lokalna pamięć o wielu miejscach po prostu zanikła. Jednak szczególnie bolesny pozostaje dla niego inny problem – wiele polskich ofiar wojny formalnie nie zostało uznanych za ofiary wojenne.
W praktyce oznacza to, że ich groby traktowane są jak zwykłe pochówki cywilne, bez szczególnej ochrony. Po latach takie miejsca bywają likwidowane. Zdaniem Ketnowskiego w ten sposób znika nie tylko nagrobek, ale również świadectwo tragedii konkretnego człowieka.
Badacz zwraca także uwagę na sposób postrzegania robotników przymusowych. Jak mówi, wciąż spotyka się z opiniami sugerującymi, że część Polaków przyjeżdżała do Niemiec dobrowolnie. Tymczasem rzeczywistość okupacyjna była znacznie bardziej skomplikowana.
W swojej pracy spotyka się również z trudnościami administracyjnymi. Zdarzało się, że urzędy oczekiwały opłat za udostępnienie informacji dotyczących miejsc pochówku. Mimo to podkreśla, że nie chce rezygnować z dokumentowania tych historii.
Jego zdaniem czasu na ratowanie wielu miejsc pamięci jest coraz mniej. Wiele grobów już zniknęło, a wraz z nimi ślady konkretnych ludzkich historii. Dlatego, jak podkreśla, najważniejsze jest dziś nie tworzenie kolejnych symbolicznych upamiętnień, ale ochrona istniejących jeszcze miejsc pochówku.
– Jeśli w dokumentach istnieje zapis o człowieku, istnieje też obowiązek poważnego potraktowania jego historii – podsumowuje Piotr Ketnowski.
pż