W setną rocznicę urodzin i dziesiątą rocznicę śmierci wybitnego reżysera Senat RP ustanowił rok 2026 Rokiem Andrzeja Wajdy - w uznaniu jego twórczości i dokonań jako współtwórcy polskiej szkoły filmowej oraz kina moralnego niepokoju, które zdefiniowały „polską pamięć historyczną i współczesną tożsamość kulturową”.
- Skalą artystycznych dokonań i jakością obywatelskiej postawy jego dzieła plasują go wśród najwybitniejszych twórców kultury polskiej XX i początków XXI w. Swą twórczością zbudował pomost pomiędzy „polskim czasem przeszłym” a teraźniejszością i przyszłością – zaznaczono w uchwale Senatu.
Za granicą Andrzej Wajda był najbardziej znanym polskim artystą, wręcz „był Polską”, podobnie jak Bergman „był Szwecją” – mówił Volker Schlondorff. - Był twórcą kina narodowego, a jednocześnie jego filmy budowane były wokół uniwersalnych symboli – zaznaczył filmoznawca Łukasz Jasina w wywiadzie dla w 2016 r. - Mówił o Polsce uniwersalnym językiem. To Polska inspirowała jego twórczość. Rolę jego twórczości można porównać do znaczenia poezji romantycznej i powieści pozytywistycznych w XIX wieku. Każdy Polak powinien znać filmy Wajdy – podkreślał Jasina.
A filmy Andrzeja Wajdy dawały do myślenia, wzruszały, prowokowały, obalały stereotypy i narodowe mity, ukazywały zagubienie i naiwną wiarę młodych patriotów w napoleoński cud, jak np. w „Popiołach”.
- „Popioły” to podobnie jak większość filmów Andrzeja Wajdy dzieło romantyka totalnego, a jednocześnie patrioty wiecznie niezadowolonego ze swojej ojczyzny, zmuszającego do myślenia, rozłupującego zastane stereotypy i schematy. (…) Kult „bohaterszczyzny” był dla niego nie do przyjęcia, bo bohaterstwo musi mieć też sens. Bohaterstwo bezsensowne zamienia się w klęskę obciążającą kolejne pokolenia – zauważał na łamach „Więzi” ks. Andrzej Luter.
Andrzej Wajda był malarzem, który został reżyserem; tworzył duże filmy, jak „Człowiek z marmuru” lub „Ziemia obiecaną”, ale też utwory bardziej kameralne, najczęściej inspirowane literaturą: „Brzezina”, „Smuga cienia” lub „Panny z Wilka”. Wyraźnie wzorował się w nich na wielkich malarzach, takich jak Jacek Malczewski, Andrzej Wróblewski, na całej tradycji XX-wiecznego malarstwa polskiego oraz, do pewnego stopnia z dystansem, na Janie Matejce, przywoływanym na przykład w „Krajobrazie po bitwie”.
- Był jednym z największych artystów, jakich kiedykolwiek stworzyło kino – mówił o nim Richard Pena, wybitny nowojorski krytyk i filmoznawca. Pena wspominał wykład reżysera na wydziale kompozycji wizualnej na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku, w którym Wajda odnosił się do dzieł wybitnych światowych malarzy, szczególnie zaś do twórczości amerykańskiego artysty Edwarda Hoppera. - Jeśli chcecie robić filmy, musicie zacząć od próby zrozumienia malarstwa - miał powiedzieć studentom.
Andrzej Wajda urodził się 6 marca 1926 r. w Suwałkach i tam spędził pierwszych osiem lat życia (w 2000 r. otrzymał honorowe obywatelstwo tego miasta, a w latach 1989-1991 był senatorem ziemi suwalskiej). Potem wraz z mamą, która była nauczycielką, i bratem Leszkiem przenieśli się do Radomia. - O ojcu Jakubie Wajdzie, który jako kapitan Wojska Polskiego wyruszył na wojnę, nie wiedzieliśmy nic – wspominał reżyser. - Dotarły tylko dwa listy wysłane z Kozielska i wcześniej list z Szepietówki, które dostarczył do nas do Radomia żołnierz zwolniony z niewoli sowieckiej. Potem, w 1943 r., z wydawanego przez Niemców „Dziennika Radomskiego” po raz pierwszy dowiedzieliśmy się o Katyniu. Było tam też nazwisko Karol Wajda. Matka natychmiast uczepiła się tej nadziei, że to nie jest nasz ojciec. Co okazało się prawdą. My nigdy nie dowiedzieliśmy się, jak i gdzie został zamordowany ojciec, jego ciało nie zostało odnalezione. Tak że matka bardzo długo łudziła się, szukała przez brytyjski i szwajcarski Czerwony Krzyż. I stale czekała – wspominał w wywiadzie dla reżyser w 2007 r., przed premierą „Katynia”.
W latach 1946-1949 Wajda studiował w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. W 1953 r. ukończył wydział reżyserii w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Podobno decyzję o studiach filmowych podjął w pociągu z Wybrzeża do Krakowa, kiedy – jak sam wspominał - po prostu wysiadł w Łodzi.
Dwa lata po studiach debiutował filmem „Pokolenie”, opowieścią o losach młodych ludzi z warszawskich przedmieść podczas okupacji hitlerowskiej. Drugim samodzielnie zrealizowanym filmem reżysera był „Kanał” z 1956 r. Rok później na festiwalu w Cannes uhonorowano go Specjalną Nagrodą Jury, tzw. Srebrną Palmą, ex aequo z „Siódmą pieczęcią” Ingmara Bergmana.
- Film miał dwie recepcje: pierwsza, nieco chłodna, gdy film wszedł na ekrany. Zupełnie inna, gdy okazało się, że został doceniony w Cannes - wspominał reżyser. - Nagroda nie miała nawet takiego znaczenia; polska widownia chciała, żeby świat zobaczył, co naprawdę się stało i jaką ofiarę ponieśli ci, którzy brali udział w powstaniu, na co byli zdecydowani. „Kanał” to pokazywał (…). Widownia na świecie zobaczyła coś, co bardziej przypominało dantejskie piekło niż współczesną wojnę, i spojrzała na to z egzystencjalnego punktu widzenia – mówił Wajda.
W 1958 r. powstaje „Popiół i diament” według powieści Jerzego Andrzejewskiego. Akcja dramatu toczy się tuż po zakończeniu II wojny światowej. Postać Maćka Chełmickiego, reprezentującego młodych ludzi z AK, uosabia tragizm tego pokolenia. Film był krytykowany, mówiono, „że smutny”, „że brak w nim optymizmu”, „że brak wiary w komunizm”. Andrzejewski przyjął te zarzuty i w opublikowanej w 1950 r. samokrytyce odciął się od swojej wcześniejszej twórczości, w tym od „Popiołu i diamentu”; pisarz ponadto systematycznie zmieniał tekst powieści aż do 1954 r. Pamiętna scena zapalania zniczy, a raczej płonących szklaneczek ze spirytusem, w której Maciek Chełmicki, grany przez Zbigniewa Cybulskiego, żegna poległych kolegów z AK – stała się ikoną i zarazem symbolem polskiej szkoły filmowej.
Po czarno-białym „Popiele i diamencie” w 1959 r. Wajda nakręcił swój pierwszy film w kolorze – „Lotną” - opowiadający o kampanii września 1939 r., o szwadronie polskich ułanów. W rzeczywistości sceny ataku polskiej kawalerii na czołgi nie miały miejsca.
25 września 1965 r. premierę miały „Popioły”. Dziewiąty pełnometrażowy film Andrzeja Wajdy był jednym z największych przedsięwzięć filmowych w historii. - Mamy także nadzieję, że uda nam się zrobić film o wymowie uniwersalnej, zrozumiałej nie tylko dla Polaków – losy Polski w epoce napoleońskiej związane przecież były ściśle z losami całej Europy – wyznał wówczas Wajda. Film jednak wywołał burzliwą dyskusję i podzielił krytyków. Zarzucano mu, że nie podkreśla patriotycznych zasług i akcentuje gorsze strony naszej narodowej przeszłości – powiedział filmoznawca prof. Tadeusz Lubelski.
„Popioły” obejrzały aż 3 mln widzów. Zaprezentowano je także na festiwalu w Cannes. Rolę Rafała Olbromskiego Wajda powierzył młodziutkiemu studentowi I roku warszawskiej szkoły teatralnej Danielowi Olbrychskiemu, a w rolę Krzysztofa Cedry wcielił się równie młody Bogusław Kierc.
Arcydziełem pośród dzieł wielkich była „Ziemia obiecana”. Film powstał w 1974 r., ale premierę miał 21 lutego 1975 r. w warszawskim kinie Relax. Obejrzawszy go, Ingmar Bergman uznał go za jeden z dziesięciu najważniejszych filmów w historii kina – przypomniał w jednym z wywiadów Daniel Olbrychski. Na planie spotkała się wielka trójka aktorska: Olbrychski w roli Karola Borowieckiego, Wojciech Pszoniak - odtwórca roli Moryca Welta - oraz Andrzej Seweryn jako Maks Baum. Pszoniak w rozmowie z w 2020 r. zaznaczył, że gdyby ten wielki film zrobili Amerykanie albo Włosi, świat znałby go na pamięć. Jednak polityczne zamieszanie, świeże jeszcze doświadczenia 1968 r., przekreśliło szansę Wajdy na Oscara.
- Zawsze chciałem zrobić taki amerykański film. Nic dziwnego, że nominacja do Oscara budziła nadzieję na zainteresowanie w USA. Prędko jednak miałem się rozczarować – mówił reżyser. - Konferencja prasowa w Hollywood sprowadziła się do dyskusji wokół polskiego antysemityzmu, a zakończyła wręcz absurdalnie. Pewien dziennikarz, przybyły z Izraela, który najostrzej krytykował mój film, na pytanie, gdzie widział „Ziemię obiecaną”, odpowiedział: „Ja wcale nie muszę oglądać tego filmu, wystarczy, że przychodzi z Polski”. Zrozumiałem wtedy, że tragicznego spadku po zagładzie Żydów na polskich ziemiach nie może załatwić żaden film, a już z pewnością nie polski - wspominał Andrzej Wajda. Oscara dostał wtedy uznany dość powszechnie za słaby film „Dersu Uzała” Akiry Kurosawy, o którym dziś mało kto pamięta.
„Człowiek z marmuru” z 1976 r. i „Człowiek z żelaza” z 1981 r. to dwa najważniejsze obrazy w całej wajdowskiej filmografii. Ukazują losy rodziny przodowników pracy Mateusza Birkuta, od czasów stalinowskich po powstanie Solidarności. W podwójnej roli ojca i syna wystąpił Jerzy Radziwiłowicz, a rolę Agnieszki, młodej studentki reżyserii, zagrała Krystyna Janda. Od tego filmu rozpoczęła się kariera aktorki. Oba filmy stanowią wielką metaforę walki pojedynczego człowieka z machiną totalitaryzmu.
- Pierwszym miejscem, gdzie pojawiła się kamera SFP, była Stocznia Gdańska w sierpniu 1980 - wspominał Andrzej Wajda. (…) Przy bramie spotkałem stoczniowca, który zamówił u mnie film „Człowiek z żelaza”. To jest jedyny film, który zrealizowałem na zamówienie jednego człowieka – dodał reżyser. „Zleceniodawcą” był Mirosław Waga, pracujący na Wydziale Ślusarni Okrętowej Stoczni Gdańskiej im. Lenina, metaloplastyk, obecnie na emeryturze.
27 maja 1981 r. za „Człowieka z żelaza” przyznano mu Złotą Palmę na festiwalu w Cannes.
Nie było przypadkiem, że po ośmiu latach, czyli w roku 1989, w czasie naszej przemiany ustrojowej „Człowiek z żelaza” znów pojawił się na ekranach. Nastąpił wielki powrót filmu, tym razem oklaskiwanego przez nową młodą widownię. „Był to bowiem pierwszy utwór artystyczny (nie licząc dokumentów), odnoszący się bezpośrednio do sierpniowego przełomu, a także pierwszy film fabularny, który próbował fakty z naszych dziejów powojennych opowiedzieć wprost, w imieniu twórców, nie uciekając się przy tym do języka ezopowego. „Człowiek z żelaza” starając się dać syntezę najnowszej historii Polski, stawał się jej częścią” - pisał Andrzej Bernat („Przegląd Katolicki, 19 marca 1989).
18 października 1999 r. w warszawskim Teatrze Narodowym odbyła się prapremiera „Pana Tadeusza”. Cztery dni później, 22 października, film pokazano w krakowskim Teatrze im. Juliusza Słowackiego.
„Spotkanie wielkiego narodowego poety z wielkim narodowym reżyserem” – pisano we francuskim dzienniku „Le Monde”. Film zdobył serca widzów, jednak opinie krytyków były podzielone.
W „Panu Tadeuszu” zagrała plejada gwiazd: Andrzej Seweryn (Sędzia), Daniel Olbrychski (Gerwazy) oraz Jerzy Bińczycki (Maciej Królik-Rózeczka), Bogusław Linda (Jacek Soplica, ksiądz Robak), Marek Kondrat (Hrabia), Grażyna Szapołowska (Telimena). Wajda – jak sam chętnie podkreślał – kochał swoich aktorów. „Zagrajcie mi to pięknie” - takim zawołaniem Wajda zwracał się do aktorów, prosząc o pełne zaangażowanie i emocje, co było też tytułem książki o kulisach filmu „Pan Tadeusz” autorstwa Marka Millera.
Wielu z nich zawdzięcza reżyserowi swoje błyskotliwe kariery. Postać Adama Mickiewicza według zamysłu Wajdy miał zagrać sam Czesław Miłosz. Noblista odmówił, negatywnie zapatrywał się także na sam pomysł ekranizacji. Rola ostatecznie przypadła Kolbergerowi, który w jednym z wywiadów zdradził, że Wajda powiedział mu: „Lubię pana głos, a co ważniejsze, rozumiem, co pan mówi”.
Zdaniem Kazimiery Szczuki Wajda w „Panu Tadeuszu” po raz kolejny przetworzył dwa podstawowe tematy swojej artystycznej wyobraźni – „idealizacji ojczyzny” i „zaklętego kręgu”, a końcowy polonez to kolejne ujęcie stałego w twórczości reżysera motywu, pogodne tym razem wcielenie poloneza z „Popiołu i diamentu” i tańca chocholego z „Wesela”.
„Pan Tadeusz” powstał z chęci pokazania, skąd się wzięliśmy, kim jesteśmy, jak się nazywamy, co nam się podoba, jakie rodzą się wśród nas ludzkie charaktery – akcentował w wywiadach Andrzej Wajda. Autorem zdjęć jest Paweł Edelman, a muzykę skomponował Wojciech Kilar. - To niecodzienne wyzwanie: napisać poloneza do narodowego arcydzieła. To nie jest tylko taniec, to manifestacja, kwintesencja polskości, szlacheckości, spraw narodowych – opowiadał Kilar.
Kompozycja Kilara zyskała ogromną popularność. Polonez stał się bowiem przebojem studniówek i uczelnianych imprez tanecznych, a nawet wesel.
W 2000 r. Wajda otrzymał Oscara za całokształt twórczości. Odbierając statuetkę w Los Angeles, powiedział: - Będę mówił po polsku, bo chcę powiedzieć to, co myślę, a myślę zawsze po polsku. Przyjmuję tę zaszczytną nagrodę jako wyraz uznania, nie tylko dla mnie, ale dla całego polskiego kina.
Andrzej Wajda wyreżyserował 60 filmów, w tym 40 pełnometrażowych fabuł. Ponadto realizował dokumenty, spektakle telewizyjne. Był także w wielu przypadkach wybitnym inscenizatorem teatralnym. Widzowie jego inscenizacji teatralnych wspominają, jak wiele godzin trzeba było jechać pociągiem z Warszawy do Krakowa na „Biesy”, w których Wojciech Pszoniak jako oszalały Piotr Wierchowieński przemierzał słynnym „krokobiegiem” scenę w Starym Teatrze, albo na legendarną inscenizację Wajdy „Nocy listopadowej” Stanisława Wyspiańskiego z Janem Nowickim w roli Wielkiego Księcia Konstantego. Kto widział, na zawsze pamięta owe słynne „szu, szu, szu” – szelest liści rozgarnianych niespiesznym krokiem księcia Konstantego.
Niezapomniane też było wystawienie „Zbrodni i kary” z Jerzym Radziwiłowiczem w roli Rodiona Raskolnikowa i Jerzym Stuhrem jako Porfirym Pietrowiczem. Spektakle te z desek Starego Teatru przenoszone były do telewizji. Grane też bywały na scenach całego świata.
Lata później już nie liście w Łazienkach, ale kwietniowy chłód należało pokonać, aby dostać się na jedno z 14 wystawień „Wieczernika” w warszawskim Kościele Miłosierdzia Bożego przy ul. Żytniej. Premiera „Wieczernika” Ernesta Brylla w reżyserii Wajdy odbyła się w Wielki Piątek, 5 kwietnia 1985 r. „Dramat poprzez opisane w Ewangeliach zachowania wyznawców Jezusa po jego ukrzyżowaniu oddawał sytuację Polaków po wprowadzeniu stanu wojennego i zdławieniu ruchu Solidarność. Bryll, człowiek wielkiego talentu, ale też o skomplikowanej biografii ideowo-politycznej, napisał ją z potrzeby chwili. Opowiada o uczniach Jezusa pogubionych po Jego ukrzyżowaniu i niedowierzających w zmartwychwstanie” - napisał Rafał Węgrzyniak w Encyklopedii Teatru Polskiego.
- W wersji Wajdy był to teatr o coś walczący, gromadzący tłumy niemogące się pomieścić w kościołach, kiedy komunistyczne władze nie dopuściły do premiery w Ateneum – zaznaczył Węgrzyniak.
Wajda był obywatelem aktywnym w życiu publicznym, troszczył się o dobro wspólne. W 1987 r. został laureatem japońskiej Nagrody Kyoto Prize za działalność na rzecz naukowego, kulturowego i duchowego doskonalenia ludzkości. Całą nagrodę - 100 mln jenów - przekazał na wzniesienie w Krakowie budynku dla ekspozycji zbiorów sztuki japońskiej z kolekcji Feliksa Jasieńskiego należących do Muzeum Narodowego w Krakowie. W celu zebrania pozostałych środków na budowę „japońskiego domu” w 1988 r. Wajda i Krystyna Zachwatowicz-Wajda powołali Fundację Kyoto–Kraków. Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha zostało otwarte w 1994 r.
Andrzej Wajda zmarł 9 października 2016 roku.
- Uczył nas wiedzy o przemijaniu i śmierci w pięknym iwaszkiewiczowskim tryptyku: „Brzezina”, „Panny z Wilka”, „Tatarak”. Uświadamiał pokoleniom Polaków dorastających wśród fałszu i zakłamania tragedię swojej generacji w „Kanale”, „Popiele i diamencie”, także w „Katyniu” – mówił Adam Michnik podczas mszy żałobnej w warszawskim Kościele św. Jacka.
- Nasza przyjaźń trwała ponad 60 lat. Zaczęła się, kiedy w bardzo trudnej dla mnie chwili zaproponowałeś mi udział w „Pokoleniu” — w twoim debiucie fabularnym – wspominał Andrzeja Wajdę Roman Polański. - Wtedy poznałem twój niezwykły talent i równie niezwykłe zalety, twoją młodzieńczą energię i zuchwałość, które zachowałeś do końca. Pokazałeś nam, jak się pracuje w zespole, jak ważne jest słuchanie innych ludzi… Twoje zamiłowanie do prawdy, do autentycznej scenerii, dbałość o każdy szczegół, wywarły na mnie ogromne wrażenie i chyba próbowałem cię później w tym naśladować. Zaraziłeś mnie dążeniem do perfekcji – zaznaczał Polański.
Wajda został pochowany na Cmentarzu Salwatorskim w Krakowie.
PAP/pż