- Gościem "Rozmów po zmroku" był jeden z najwybitniejszych i najbardziej utytułowanych polskich fotografów - Leszek Fidusiewicz.
- Z naszym gościem rozmawialiśmy o jego zdjęciach z okresu stanu wojennego.
- Leszek Fidusiewicz dokumentował stan wojenny mimo zakazu fotografowania i grożących mu represji.
- 13 grudnia przypadła 42. rocznica wprowadzenia stanu wojennego.
Leszek Fidusiewicz to dziesięcioboista, reprezentant Polski i członek kadry olimpijskiej, ale także wybitny fotograf. W swoim życiu zawodowym połączył swoje dwie wielkie pasje - sport i fotografię, stając się najbardziej utytułowanym polskim fotografem sportowym, który zdobył m.in. laur "Fotoreportera sportowego Stulecia".
Kobra zamiast Misia Uszatka
W swoim bogatym portfolio Leszek Fidusiewicz ma jednak nie tylko znakomite zdjęcia sportowe. Stan wojenny, który rozpoczął się 13 grudnia 1981 roku, przyniósł mu nieoczekiwane wyzwania.
- Ten dzień mnie zastał w łóżku z moim synem. Włączyliśmy bajki dla dzieci i nagle okazało się, że to nie był Miś Uszatek, tylko jakaś kobra w ciemnych okularach, która coś tam mówiła. Pogoda była przepiękna. Niedługo później wyszliśmy na spacer na sanki, śnieg był po kolana, słońce świeciło. I to był właśnie pierwszy dzień tego stanu wojennego - wspomina nasz gość.
Stan wojenny i zakaz fotografowania
Już w tamtym czasie Leszek Fidusiewicz był uznanym fotoreporterem. Wprowadzenie stanu wojennego oznaczało dla niego i innych fotografów zakaz pracy.
- Tydzień przed wprowadzeniem stanu wojennego nasz serdeczny kolega redakcyjny mówi: "Leszek, wynoście wszystko, co się da z redakcji, bo może być źle. Śmialiśmy się z niego, mówiliśmy: "jak to, jest teraz demokracja, co nam mogą zrobić?". I oczywiście zbagatelizowaliśmy to - opowiadał Leszek Fidusiewicz. - Wprowadzono stan wojenny, jeszcze w poniedziałek wszyscy się zameldowaliśmy w redakcji i ogłoszono, że redakcja jest zamknięta i mamy oddać sprzęt, czyli nie będziemy mieli możliwości robienia dokumentacji tych momentów, które są najciekawsze - relacjonował.
Czytaj także:
Czołgi w Warszawie
Jednak mimo oficjalnego zakazu Leszek Fidusiewicz chwycił za aparat, a najbardziej interesujące były według niego nie manifestacje, ale mniejsze wydarzenia, do których dochodziło w symbolicznych miejscach Warszawy. - Na przykład przy Grobie Nieznanego Żołnierza, te SKOT-y stojące tam (SKOT - Średni Kołowy Opancerzony Transporter - przyp. red.), układanie krzyża z kwiatów. Następnie udało mi się zrobić zdjęcie, jak czołg snuje się na tle Kościoła Świętej Anny - mówił fotograf.
Jak wspomniał, to ostatnie zdjęcie zostało później wykorzystane na okładce amerykańskiego "Przeglądu Reader's Digest", którego redaktorem naczelnym był Andrzej Krajewski.
- Nawiązałem z nim kontakt, bo on działał w Solidarności. Nie wiedziałem, czy on nie będzie kablował, on nie wiedział, czy ja nie będę kablował, ale zaufaliśmy sobie i jakoś tak fajnie współpracowaliśmy przez parę lat - opowiedział.
Aparat w siatce
By móc robić zdjęcia w czasie, gdy po ulicach polskich miast jeździły czołgi, a każdy, kto sprzeciwił się władzy, mógł zostać najsurowiej ukarany, Leszek Fidusiewicz uciekł się do pewnego fortelu. Aparat fotograficzny wyposażył w silnik i włożył do torby, w której zrobił dziurkę. - Żeby zrobić jakiekolwiek zdjęcie, musiałem podejść do obiektu na jakieś 2-3 metry. To było ryzyko, oczywiście - przyznał fotograf.
Jak opowiadał, swoje zdjęcia robił m.in. na terenie Akademii Wychowania Fizycznego, która przekształcona została w zamkniętą jednostkę wojskową. - W takich warunkach użycie lampy błyskowej to jest 20 lat więzienia za szpiegostwo na terenie jednostki wojskowej - przyznał Leszek Fidusiewicz.
Akcja zakończyła się jednak pełnym sukcesem, a zrobione wtedy zdjęcia udało się przemycić na zachód Europy.
Stan wojenny - stłumić protesty
Celem stanu wojennego była likwidacja protestów społecznych oraz wstrzymanie procesów demokratycznych, zainicjowanych w sierpniu 1980 roku. Zagrażały one trwałości systemu komunistycznego oraz utrzymaniu przywództwa przez rządzącą PZPR. Za oficjalną przyczynę wprowadzenia stanu wojennego podano pogarszającą się sytuację gospodarczą kraju i zagrożenie struktur państwowych.
Władze zawiesiły wydawanie prawie całej prasy, zmilitaryzowały radio, telewizję i duże zakłady przemysłowe. Strajki i masowe protesty zostały zakazane. Tam, gdzie mimo to spontanicznie wybuchały, były tłumione przez wojsko i milicję. 16 grudnia, podczas pacyfikacji górniczego protestu w kopalni "Wujek", zginęło dziewięciu górników, a ponad 20. zostało rannych.
Stan wojenny trwał 586 dni, do 22 lipca 1983 roku. W tym czasie, według różnych źródeł, straciło życie od kilkudziesięciu do stu osób. Internowanych zostało około 10 tysięcy działaczy opozycji antykomunistycznej, w tym niektóre osoby więcej niż raz, a tysiące kolejnych było inwigilowanych, zastraszanych czy wyrzuconych z pracy za udział w protestach, popieranie "Solidarności" lub przynależność do związku.
Zniesienie stanu wojennego nie oznaczało zmiany polityki władz wobec opozycji. Znaczna część przepisów wprowadzonych po jego ogłoszeniu pozostała w mocy. Represje trwały do 1986 roku.
13 grudnia obchodzimy Dzień Pamięci Ofiar Stanu Wojennego. Został on uchwalony przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej w 2002 roku.
[źródło: IAR]
***
Tytuł audycji: Rozmowy po zmroku
Prowadził: Jakub Kukla
Gość: Leszek Fidusiewicz (sportowiec, fotograf)
Data emisji: 13.12.2023
Godzina emisji: 19.30
mgc/pr