Największym wydarzeniem polskiego kina 2025 roku był bez wątpienia „Dom Dobry” Wojciecha Smarzowskiego. Film okazał się najbardziej kasowym polskim tytułem, a jego sukces frekwencyjny trudno zignorować. – Nie jestem fanem tego filmu. Ani pod względem przekazu, ani pod kątem warstwy artystycznej – przyznaje Konarski. – Oczywiście nie neguję jego popularności i tego, że recepcja społeczna jest w większości bardzo pozytywna, ale dla mnie jest to poziom operowania przemocą, który przesuwa granice. Smarzowski w swoim stylu posunął się już za daleko, a „Dom Dobry” tylko to potwierdza.
Mimo krytyki, film Smarzowskiego pełni interesującą funkcję społeczną. – Porównanie sukcesu „Domu Dobrego” z amerykańskim przebojem Minecraft daje do myślenia – zauważa Konarski. – Dwa najpopularniejsze filmy to jedna strona brutalnej, codziennej przemocy w polskich rodzinach, a z drugiej – abstrakcyjny, cyfrowy świat gry komputerowej. To pokrętna diagnoza naszych czasów: pokazuje, że widzowie szukają zarówno rozrywki, jak i komentarza społecznego.
Na uwagę w polskim kinie zasługują także inne tytuły. Michał Konarski wymienia „Franz Kafka” Agnieszki Holland, polskiego kandydata do Oscara, który choć stracił już szanse na nominację, wyróżnia się biograficznym podejściem i eksperymentowaniem z formą. – To film, którego w Polsce się rzadko robi – podkreśla Konarski. – Łączy elementy biografii z zabawą formą i gatunkiem.
Nie można też pominąć „Szopen Szopen”, najdroższego polskiego filmu ostatnich lat, oraz „Ministrantów”, które pokazały różnorodność polskiego kina – od widowisk historycznych po współczesne, kontrowersyjne opowieści o społeczeństwie.
W kinie światowym Konarski wskazuje dwa filmy, które najlepiej oddają charakter mijającego roku. Pierwszym jest „Jedna bitwa po drugiej” Paula Thomasa Andersona z Leonardo DiCaprio w roli głównej. – To wielkie widowisko filmowe, gdzie spektakularne sekwencje, jak pościgi samochodowe, zapierają dech w piersiach – mówi Konarski. – Ale to także historia o przyziemnych rzeczach: rodzinie, spokoju, paranoi społecznej. Film komentuje współczesną Amerykę i degenerację jej elit, zarówno zwykłych, jak i politycznych.
Drugim wyróżnionym tytułem jest „Serat” w reżyserii Oliwera Lacza, postapokaliptyczna opowieść, która zaskoczyła widzów i według Konarskiego stoi na granicy wybitności. – To wydarzenie, które wielu osób kompletnie zaskoczyło – podkreśla krytyk. – Impreza postapokaliptyczna na pustyni, pełna wizualnych i narracyjnych niespodzianek, to komentarz do współczesności, który pozostaje w pamięci na długo.
Rok 2025 przyniósł też zmianę w podejściu do długości filmów. Produkcje hollywoodzkie coraz częściej wykraczają poza dwugodzinny metraż, a niektóre – jak The Brutalist – przekraczają nawet trzy i pół godziny. – Kino ma pozwalać widzom na pełne zanurzenie się w historii – mówi Konarski. – Długie filmy pozwalają wciągnąć się w opowieść, poczuć rytm narracji i doświadczyć prawdziwej magii kina.
Konarski wskazuje również inne filmy, które w mijającym roku zrobiły wrażenie: „F1” Kosińskiego – superprodukcja sportowa, realistycznie oddająca wrażenia z wyścigów Formuły 1, czy mniejsze, eksperymentalne projekty, które pokazały kreatywność współczesnego kina. – Kino to nie tylko opowieść, ale też doświadczenie – podkreśla krytyk. – I w tym roku wiele filmów naprawdę to pokazało.
Gdyby wskazać najważniejsze tytuły mijającego roku, Konarski wymienia dwa z polskiego i dwa ze światowego kina. Z Polski są to „Dom Dobry” oraz „Franz Kafka”, z zagranicy – „Jedna bitwa po drugiej” i „Serat”. – To filmy, które najlepiej oddają charakter mijającego roku: pokazują zarówno potrzeby widzów, jak i odważne decyzje twórców – podsumowuje Konarski. – To kino, które porusza, zaskakuje i zmusza do refleksji, a jednocześnie dostarcza widowiskowej rozrywki.
pż