Za nami pierwsza premiera filmu „Polska Madonna z Comblessac”. Film opowiada historię obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, który powstał jako znak wdzięczności dla mieszkańców francuskiego Comblessac za pomoc i życzliwość okazaną polskim żołnierzom po klęsce wrześniowej. Dobrze wiemy, że Francja odegrała ważną rolę w historii polskiego wychodźstwa i polskich dążeń do niepodległości. To właśnie tam kolejne pokolenia Polaków odnajdywały schronienie, a czasem także przestrzeń do odbudowy państwowej i wojskowej ciągłości. Nieprzypadkowo ten kierunek zapisał się także w słowach polskiego hymnu:
„Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę,
Będziem Polakami.
Dał nam przykład Bonaparte,
Jak zwyciężać mamy”
W tym sensie historia z niewielkiej bretońskiej miejscowości okazuje się częścią znacznie szerszej opowieści — o polskiej obecności we Francji, o pamięci i o więziach, które przetrwały wojnę i dziesięciolecia.
Zaproszenie na premierę "Polska Madonna z Comblessac". Duet Film
Film prowadzi widza do niewielkiego Comblessac w Bretanii, gdzie po klęsce wrześniowej trafili polscy żołnierze formujący się we Francji. Kiedy w 1940 roku musieli opuścić ten region, zostawili mieszkańcom szczególny dar — obraz Matki Boskiej Częstochowskiej namalowany przez jednego z nich. Obraz do dziś znajduje się w miejscowym kościele i stał się punktem wyjścia dla całej późniejszej historii.
To właśnie ta historia — po latach odnowiona i przypomniana — stała się osią filmu Eleny i Waldemara Domańskich. Ważną rolę odegrała także Alicja Bachmińska, która doprowadziła do powstania fresków upamiętniających obecność polskich żołnierzy w Comblessac. Z czasem inicjatywa zaczęła żyć własnym życiem, angażując mieszkańców, lokalne władze i wszystkich tych, którym zależy na ocalaniu podobnych historii od zapomnienia.
Na pokaz przyjechali goście z Bretanii, obecni byli także Polacy zaangażowani w upamiętnianie tej historii. Jak podkreślali twórcy, w tym jednym wydarzeniu spotkało się wszystko to, o czym opowiada film: pamięć, wspólnota i powrót do historii, która zaczęła się jeszcze w 1939 roku.
„Dzisiejsza premiera jest dla nas okazją wyjątkową, dlatego że łączy się tu wszystko to, w sumie, o czym jest ten film. Bo przyjechali goście z Francji, z Rennes i z Messiriac i są tutaj Polacy. Jesteśmy w pięknym muzeum, bardzo symbolicznym, więc jest to wydarzenie, które dużo dla nas znaczy” – mówi Elena Domańska, twórczyni filmu.
Kierownik Muzeum Bitwy Warszawskiej 1920 Roku Marcin Ołdak podczas premiery filmu "Polska Madonna z Comblessac". Muzeum Bitwy Warszawskiej 1920 Roku
Nieprzypadkowe było także samo miejsce premiery. Gospodarzem wydarzenia zostało muzeum, które - jak podkreśla jego kierownik Marcin Ołdak - chce być nie tylko przestrzenią wystawy stałej, ale też miejscem żywego kontaktu z historią, filmem dokumentalnym i pamięcią. To właśnie dlatego w sali audytoryjnej organizowane są kolejne pokazy i premiery, a sam dokument o polskich śladach we Francji dobrze wpisuje się w edukacyjną i historyczną misję tej instytucji.
„Ta historia jest związana z tym, że mamy tutaj wielką salę audytoryjną i muzeum, które otworzyło się dla zwiedzających, i wystawa stała, i wspomniana sala audytoryjna w sierpniu zeszłego roku, więc jesteśmy, mówiąc kolokwialnie, muzeum świeżym. Szukamy więc możliwości, szukamy kontaktu z filmowcami, szukamy kontaktu z autorami filmów dokumentalnych właśnie po to, by pokazywać te filmy tutaj u nas w sali audytoryjnej” – podkreśla kierownik muzeum Marcin Ołdak.
Jak zaznacza kierownik placówki, choć muzeum jest centrum pamięci Bitwy Warszawskiej, jego rola jest szersza. To miejsce, które ma upowszechniać historię, uczestniczyć w polityce pamięci i edukować młodsze pokolenia. W tym sensie opowieść o polskich żołnierzach, którzy po klęsce wrześniowej trafili do Bretanii, nie jest historią odległą od głównej narracji muzeum. Przeciwnie — wpisuje się w szersze dzieje polskiego wychodźstwa, odbudowywania armii i obecności Polaków we Francji.
„My jesteśmy miejscem pamięci, centrum pamięci Bitwy Warszawskiej, ale nie tylko, bo jesteśmy też miejscem niezwykle ważnym, bardzo ważnym w kontekście polityki historycznej polskiej oraz w kontekście wychowania młodych pokoleń oraz upowszechniania historii w ogóle. I dlatego tutaj ta prezentacja, ta premiera miała miejsce” – dodaje.
Marcin Ołdak zwracał też uwagę, że losy polskiego wychodźstwa od wieków wiązały się z Francją. To właśnie tam kolejne pokolenia Polaków znajdowały schronienie, drugi dom, ale też przestrzeń do odbudowy wspólnoty i wojska. Dlatego również historia z Bretanii — choć lokalna i kameralna — wpisuje się w znacznie szerszą opowieść o polskiej obecności we Francji.
„To losy wychodźstwa polskiego są niezwykłe. Dzisiaj mamy emigrację przede wszystkim ekonomiczną, szczególnie widzieliśmy ją po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Natomiast kiedyś to była emigracja polityczna, począwszy od XVIII wieku, później wielka emigracja po powstaniu listopadowym. No i często tym przystankiem albo miejscem, gdzie Polacy znaleźli drugi dom była Francja” – mówi.
Twórcy filmu, Elena i Waldemar Domańscy, podjęli próbę opowiedzenia tej historii szerzej — nie tylko jako historii samego obrazu, ale też jako opowieści o polskich żołnierzach, pamięci mieszkańców i współczesnym powrocie do tamtych wydarzeń. Jak mówili podczas premiery, sami stali się w pewnym sensie kontynuatorami tej historii.
„Mogę odpowiedzieć w dwóch punktach. Pierwszy to jest to, że staliśmy się kontynuatorami historii, która zaczęła się w 1939 roku w Bretanii. Wtedy został namalowany obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, który stał się z kolei inspiracją do namalowania fresków kilka lat temu. I te freski upamiętniają wydarzenia właśnie z 1939 i 1940 roku. A nasz film z kolei traktuje tę historię jeszcze szerzej, bo jest w nim mowa i o polskich żołnierzach, i o obrazie, i o freskach. Czyli jest to taki dokument najświeższy, że tak powiem, obejmujący całą tę historię” – podkreśla Waldemar Domański, twórca filmu.
Widzowie na sali kinowej w trakcie pokazu filmu "Polska Madonna z Comblessac". PRdZ
Dla autorów to także projekt szczególny z innego powodu. „Polska Madonna z Comblessac” jest ich pierwszym pełnometrażowym filmem dokumentalnym. Powstawał niezależnie, bez zewnętrznego finansowania, a jego realizacja oznaczała wejście w nową, bardziej wymagającą formę pracy, ale też dawała możliwość pokazania tej historii w pełniejszym wymiarze.
„Natomiast punkt drugi jest taki, że dla nas jako studia duet jest to pierwsze tego typu przedsięwzięcie filmowe, pełnometrażowy film dokumentalny, więc podnieśliśmy sobie poprzeczkę chyba najwyżej, jak mogliśmy sobie to wyobrazić. Za chwilę będzie wiadomo, jaki będzie efekt, jaki jest efekt tej naszej pracy. Będzie to już można zorientować się po premierze na podstawie reakcji i opinii widzów” – dodaje.
Twórcy nie ukrywali, że zależy im przede wszystkim na tym, by widzowie wynieśli z seansu nie tylko fakty, ale przede wszystkim samą historię — taką, która zostaje w pamięci i porusza emocjonalnie. Podkreślali, że już podczas montażu i pracy nad filmem ta opowieść wielokrotnie ich wzruszała.
„Na pewno warto byłoby, żeby wynieśli tę historię w głowach, w sercach, bo to naprawdę niesamowita historia, która potrafiła wzruszyć nas podczas montażu, podczas realizacji nagrań. I jeśli ta publiczność, która właśnie zbiera się w sali, będzie reagowała podobnie jak my z Eleną podczas prac postprodukcyjnych, no to będzie to dla nas wielki sukces, bo to będzie znaczyło, że ta historia trafiła do nich i na długo ją zapamiętają” – dodaje.
Po premierowym pokazie nie brakowało właśnie takich reakcji. Widzowie mówili o filmie zrobionym z pasją, sercem i ogromną wrażliwością. Podkreślali, że choć to dokument historyczny, ogląda się go bardzo emocjonalnie, a w tej historii najmocniej wybrzmiewają nie tylko wojenne losy Polaków, ale też ludzka pamięć, wdzięczność i dobroć.
„Ja jestem wzruszona przede wszystkim inicjatywą Eleny i Waldka. Jestem zachwycona tym, że w dobie wszędobylskiej byle jakości dzisiaj można przyjść do kina i zobaczyć dokument, film zrobiony tak z sercem, przez ludzi, którzy z pasji, z potrzeby serca wyprodukowali coś takiego. I tak jak właśnie tutaj wszyscy dzisiaj powtarzali, że to musiał być jakiś cud, że tyle okoliczności zaistniało jednocześnie, żeby to mogło się wydarzyć. Uważam, że to jest możliwe tylko w momencie, kiedy ludzie robią coś z pasją i Elena i Waldek są tego najlepszym przykładem. Ja byłam wzruszona. Dwa razy wyciągałam chusteczki w trakcie. Także jest to, wydaje mi się, dosyć nietypowe przy oglądaniu dokumentu. Bardzo rzetelnie, technicznie zrealizowane, ale przede wszystkim widać ogromne serce w tym i ja ze swojego serca szczerze gratuluję twórcom”.
Widzowie na sali kinowej w trakcie premiery "Polska Madonna z Comblessac". Muzeum Bitwy Warszawskiej 1920 Roku
Jedna z osób oglądających film zwracała uwagę, że szczególnie poruszające były wypowiedzi Madame Roger — osoby, która stała się symbolicznym łącznikiem między przeszłością a teraźniejszością. Najmocniej wybrzmiała dla niej puenta filmu: przekonanie, że to Francuzi mieli szczęście, że Polacy byli w tym miejscu obecni. W pamięci została też opowieść o prostocie tamtych czasów, o Bożym Narodzeniu i puszce sardynek — jako przypomnienie, że nawet w trudnych momentach najważniejsi pozostają ludzie i więzi między nimi.
„Mnie najbardziej wzruszyły, oczywiście wszystkie wypowiedzi madam Roge’e były poruszające przez to, że tak jak tutaj pani Alicja wspomniała, jest to łącznik pomiędzy tym co było, a tym co jest. Jedyny żyjący, że tak powiem, jeżeli mogę tak kolokwialnie. Mnie wzruszyła najbardziej puenta filmu. To jest to, co madam Roge’e powiedziała na koniec. Czyli, że to Francuzi mieli szczęście, że Polacy i byli zadowoleni, że Polacy tam byli. A poza filmem, jest też wspomnienie o Puszce Sardynek i Bożym Narodzeniu. Bo gdzieś jest to takie przypomnienie, że nie trzeba mieć wcale dużo, ale jak się ma dobrych ludzi wokół to jest wystarczająco. I to co Waldek powiedział na koniec, cytat z książki Ksawerego Pruszyńskiego o tym dziecku, które zapytane kim chciałoby być, powiedział, że polskim żołnierzem. No to wtedy chusteczki poszły w ruch, bo to dziedzictwo, które można oglądać na ekranie”.
Po seansie pojawiły się także głosy podkreślające autentyczność filmu i jego realizacyjny kunszt. Zwracano uwagę, że nie jest to wielka, efektowna produkcja, ale właśnie dzięki temu widać w nim naturalność bohaterów i prawdziwość emocji. Szczególne wrażenie robi głębia historii wydobytej z pozornie małego, lokalnego śladu.
„Sam film jest niesamowity, ponieważ jako filmowiec mogę powiedzieć, że dla mnie zdumiewającym jest tempo tego, w jakim film został zrobiony. Niesamowita głębia tej historii, która wyciągnięta jest stamtąd. Autentyczność przekazu i tych wszystkich bohaterów, których się udało. Widać, że w sposób naturalny. To nie było tam, nie wiem, po pięć ujęć i tak dalej. To nie jest taka super produkcja, ale właśnie kunszt, czyli od scenariusza, poprzez kamerowanie, ilość instrumentów użytych przez dwie osoby, które pracowały tak naprawdę na żywo, po prostu tak jakby z powołania, a nie tak jakby z profesji. I to jest coś, co mnie akurat ujęło. Poza całą historią, poza wzruszeniami, poza patrzeniem w oczy tej 102-letniej kobiecie, która z taką adoracją pamięta pisarza, żołnierza polskiego, Pruszyńskiego, jak ona do dziś wspomina go i mówi o nim z taką po prostu estymą. To jest niesamowite”.
Spotkanie z bohaterami oraz twórcami filmu po premierze. PRdZ
„Polska Madonna z Comblessac” przypomina, że polskie ślady historii znajdują się daleko poza granicami kraju, i że czasem właśnie w niewielkich miejscowościach, małych kościołach i lokalnej pamięci zapisane są opowieści o wielkim znaczeniu. Warszawska premiera była nie tylko pokazem filmu, ale też dowodem na to, że ta historia nadal żyje — zarówno wśród twórców, jak i widzów, którzy odnaleźli w niej wzruszenie, pamięć i poczucie wspólnoty.
Borys Sudin dla Polskiego Radia dla Zagranicy