Referendum odbędzie się w sobotę 29 sierpnia. Islandczycy odpowiedzą na pytanie, czy ich kraj powinien ponownie rozpocząć negocjacje akcesyjne z Unią Europejską. Nie będzie to więc głosowanie nad samym wejściem Islandii do UE. Jeżeli większość opowie się za wznowieniem rozmów i w przyszłości uda się wynegocjować warunki członkostwa, ostateczna decyzja miałaby zostać podjęta w drugim referendum.
Wynik pierwszego głosowania jest trudny do przewidzenia. Najnowszy sondaż Gallupa, opublikowany 14 sierpnia, pokazuje minimalną przewagę zwolenników wznowienia negocjacji. Wśród zdecydowanych wyborców 51,5 proc. zamierza zagłosować „tak”, a 48,5 proc. – „nie”. Różnica nie jest jednak statystycznie istotna. Dzień wcześniej opublikowano badanie Maskíny, w którym proporcje wyniosły 52,2 do 47,8 proc. na korzyść obozu „tak”. Także w tym przypadku przewaga mieściła się w granicach błędu statystycznego.
"Każdy pojedynczy głos będzie miał znaczenie" – ocenił w rozmowie z PAP Paweł Bartoszek, przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Althingu. Polityk urodził się w 1980 roku w Poznaniu, a od dzieciństwa mieszka w Islandii. Jest parlamentarzystą liberalnej partii Viðreisn i od 2025 roku kieruje komisją spraw zagranicznych islandzkiego parlamentu.
Islandia już raz negocjowała z Unią
Islandia złożyła wniosek o członkostwo w UE w lipcu 2009 roku, po kryzysie finansowym, który szczególnie mocno uderzył w islandzki system bankowy. Negocjacje rozpoczęły się rok później. Proces był już dość zaawansowany: spośród 35 rozdziałów negocjacyjnych otwarto 27, a 11 zostało tymczasowo zamkniętych.
Po zmianie władzy rozmowy zostały jednak w 2013 roku wstrzymane. W 2015 roku ówczesny rząd poinformował Brukselę, że Islandia nie chce być traktowana jako państwo kandydujące. Kwestia formalnego statusu procesu akcesyjnego była później przedmiotem sporów prawnych i politycznych. Dzisiejsze referendum ma stworzyć jednoznaczny mandat społeczny do ponownego rozpoczęcia rozmów.
Islandia już obecnie jest bardzo silnie związana z Unią Europejską. Należy do Europejskiego Obszaru Gospodarczego i Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu, jest też częścią strefy Schengen. Dzięki EOG uczestniczy we wspólnym europejskim rynku i przyjmuje dużą część regulacji obowiązujących w UE. Nie uczestniczy jednak na takich samych zasadach jak państwa członkowskie w procesie podejmowania unijnych decyzji.
Wojna i bezpieczeństwo zmieniły debatę
Według Bartoszka jednym z najważniejszych argumentów zwolenników negocjacji stało się bezpieczeństwo. Pełnoskalowa rosyjska inwazja na Ukrainę zmieniła sposób, w jaki część Islandczyków patrzy na integrację europejską.
"Wielu Islandczyków uświadomiło sobie, że w tak trudnych czasach lepiej być częścią większego klubu i mieć więcej sojuszników" – mówił polityk PAP.
Znaczenie sytuacji geopolitycznej podkreślała również unijna komisarz ds. rozszerzenia Marta Kos. Po ogłoszeniu referendum wskazywała, że otoczenie międzynarodowe jest dziś zasadniczo inne niż w czasie pierwszego islandzkiego wniosku o członkostwo.
Kredyty, inflacja i euro
Drugim wielkim tematem kampanii jest gospodarka. W lipcu roczna inflacja w Islandii wynosiła 5,3 proc., natomiast główna stopa procentowa Banku Centralnego Islandii wynosi obecnie 7,75 proc.
Bartoszek przekonuje, że dla zwykłych mieszkańców szczególnie odczuwalne są wysokie koszty kredytów hipotecznych. Jego zdaniem członkostwo w UE, a następnie przyjęcie euro, mogłoby z czasem oznaczać tańsze finansowanie oraz niższe ceny części importowanych produktów.
Euro nie pojawiłoby się jednak w Islandii automatycznie wraz z członkostwem w UE. Kraj musiałby spełnić kryteria konwergencji, a islandzka korona przez co najmniej dwa lata uczestniczyć w mechanizmie ERM II bez poważnych napięć kursowych.
Bartoszek przedstawił PAP optymistyczny scenariusz, zgodnie z którym negocjacje mogłyby zakończyć się w 2028 roku, Islandia weszłaby do Unii w 2029 roku, a wspólną walutę mogłaby przyjąć najwcześniej około 2031 roku. Zastrzegł jednocześnie, że realizacja takiego kalendarza zależałaby zarówno od przebiegu negocjacji, jak i spełnienia warunków gospodarczych.
Ryby pozostają największym problemem
Najtrudniejszą częścią ewentualnych negocjacji pozostanie prawdopodobnie rybołówstwo. Jest ono jednym z filarów islandzkiej gospodarki i ma szczególne znaczenie dla miejscowości położonych poza aglomeracją Reykjavíku.
Według Statistics Iceland islandzka flota złowiła w 2024 roku niespełna 994 tys. ton ryb, a wartość połowów wyniosła około 171 mld koron islandzkich. Osobną, szybko rozwijającą się częścią sektora jest akwakultura – w 2025 roku islandzkie gospodarstwa wyprodukowały ponad 64 tys. ton ryb, przede wszystkim łososia atlantyckiego.
Przeciwnicy integracji obawiają się przede wszystkim skutków objęcia Islandii wspólną polityką rybołówstwa UE i utraty kontroli nad zasobami morskimi. Bartoszek podkreśla natomiast, że właśnie dlatego rybołówstwo musiałoby być jednym z najważniejszych przedmiotów negocjacji i że Reykjavik powinien walczyć o rozwiązania uwzględniające wyjątkową rolę tego sektora w islandzkiej gospodarce.
Ponad 23 tysiące mieszkańców urodzonych w Polsce
W tak wyrównanym referendum uwagę zwraca liczna społeczność polska. Według najnowszych danych Statistics Iceland 23 055 mieszkańców Islandii urodziło się w Polsce. To największa grupa imigrantów w kraju – stanowi blisko 30 proc. wszystkich osób zaliczanych przez islandzki urząd statystyczny do pierwszego pokolenia imigrantów.
Nie wszyscy mogą jednak głosować 29 sierpnia. Prawo udziału w referendum mają obywatele Islandii. Bartoszek szacuje, że islandzkie obywatelstwo posiada już kilka tysięcy osób polskiego pochodzenia. Przy różnicy między obozami wynoszącej w sondażach zaledwie kilka punktów procentowych ich mobilizacja może mieć znaczenie.
Sam Bartoszek przyznaje jednak, że nie ma badań pokazujących, jak zamierzają głosować Islandczycy polskiego pochodzenia. Jego zdaniem część jest mocno proeuropejska, ale w polskiej społeczności są również osoby sceptyczne wobec UE.
"Myślę, że przeważą względy ekonomiczne. Wszyscy Islandczycy – z pochodzenia Polacy czy nie – jadą na tym samym wózku" – powiedział PAP.
Pierwsze z dwóch głosowań
Nawet zwycięstwo zwolenników negocjacji 29 sierpnia nie oznaczałoby jeszcze wejścia Islandii do Unii. Rząd otrzymałby jedynie mandat do rozpoczęcia rozmów z Brukselą. Dopiero po ustaleniu warunków członkostwa odbyłoby się kolejne referendum, w którym Islandczycy odpowiedzieliby już bezpośrednio na pytanie o przystąpienie do UE.
"Dla nas zwycięstwo w tym referendum byłoby tylko wygraną do przerwy, w pierwszej połowie meczu" – podkreślił Bartoszek.
PAP/RÚV/Vísir/Statistics Iceland/Alþingi/Rada Unii Europejskiej/Bank Centralny Islandii/Komisja Europejska, bs