Dr hab. Tomasz Piekot jest współtwórcą Pracowni Prostej Polszczyzny na Uniwersytecie Wrocławskim. Od kilkunastu lat zawodowo przygląda się polszczyźnie urzędników, biznesmenów i dziennikarzy. Wyjaśnia, dlaczego często nie chcą, a czasem nie potrafią pisać i mówić zrozumiale.
30:08 O wszystkim z kulturą 2024_09_05-17-27-04.mp3 Dr hab. Tomasz Piekot o prostym języku urzędowym (O wszystkim z kulturą/Dwójka)
Badania nad językiem urzędowym
Jak wspominał, początek badań nad skomplikowanym językiem urzędowym sięga jeszcze 2010 roku, gdy jedno z ministerstw zleciło badania nad stopniem trudności tekstów o funduszach europejskich.
- Byliśmy wtedy na granicy PRL-owskiej propagandy i nowego zadęcia marketingu amerykańskiego. Ciągle "traktory zdobywały wiosnę", fundusze europejskie były "kołem zamachowym polskiej gospodarki", a przedsiębiorcy dostawali "zastrzyki pieniędzy". Wtedy to się określało jako eurobełkot - wyjaśnił językoznawca. - My mieliśmy zbadać, jaką trzeba mieć edukację, żeby te teksty rozumieć i - kiedy jest się takim rolnikiem - żeby skutecznie zdobyć takie dofinansowania.
Język szczery, transparentny i otwarty
Badania prowadzone przez pracownię dr. hab. Tomasza Piekota doprowadziły do wniosku, że konieczne jest wprowadzenie zmian w języku urzędowym.
- Jednak sama prostota nie wystarcza. Potrzeba jeszcze szczerości, transparentności i otwartości na ludzi. Być może mniejszej podejrzliwości. Dlatego już wtedy bardzo namawialiśmy, żeby nie używać słowa "petent", tylko przywrócić to stare, dobre określenie "obywatel", które brzmi dużo lepiej.
Pismo urzędowe - jak zrobić to prościej?
Jednym z efektów prac naukowców Pracowni Prostej Polszczyzny jest opracowanie metody, która ma pomóc urzędnikom uprościć pismo, przygotowane kilkadziesiąt lat temu przez ówczesnych pracowników.
- Przygotowaliśmy dla urzędników prostą instrukcję, jak w prostych krokach przerobić takie pismo, żeby człowiek od razu wiedział, czy wiadomość jest pozytywna czy negatywna i czego dotyczy. Bo klasyczne pismo urzędowe zaczyna się od tzw. "rozgrzewki Elizy Orzeszkowej". Wyobrażamy sobie, jak Orzeszkowa, nie mając rano twórczego pomysłu, opisywała przyrodę. I taki urzędnik w latach 60. pisał - tak jak ona - żeby się rozgrzać: "w odpowiedzi na pismo, dotyczące tego i owego, otrzymane drogą pocztową, uprzejmie informuję, co następuje" - i tu się jeszcze pojawiała kropka grozy. Trzeba było jeszcze chwilę poczekać, aż ten urzędnik wróci z przerwy i dopisze ten drugi akapit.
Uproszczony język w urzędach - międzynarodowy standard
Jak wyjaśnił językoznawca, uproszczony język urzędowy to standard międzynarodowy, który ma swoją nazwę: plain language. Długo jednak zastanawiano się, jak przetłumaczyć to na język polski.
- Skandynawowie przetłumaczyli to jako "klarowny", ale w Polsce rzadko używa się tego słowa. Bardziej "jasny", ale jasność oznacza, że gdzieś po drugiej stronie jest ciemnogród. Pomyśleliśmy więc, że nowy język urzędowy powinien być jak prosta droga, która prowadzi prosto do celu. Dlatego przetłumaczyliśmy tę nazwę właśnie jako język prosty.
Dr hab. Tomasz Piekot zdradził, że nie obyło się bez pewnych nieporozumień. - Na początku słyszeliśmy: "ojej, to teraz będziemy uczyć się pisać jak pod budką z piwem, takim językiem niskim i kolokwialnym". A my mówiliśmy: "nie, przestaniemy tylko iżać i zaczniemy żeżać". Bo wiadomo, że w starym stylu urzędowym spójnik "iż" pojawiał się nawet w pierwszym zdaniu - zażartował gość audycji. - I od takich prostych zmian słownictwa zaczynaliśmy szkolenia.
***
Tytuł audycji: O wszystkim z kulturą
Prowadził: Jakub Kukla
Gość: dr hab. Tomasz Piekot (współtwórca Pracowni Prostej Polszczyzny na Uniwersytecie Wrocławskim)
Data emisji: 5.09.2024
Godzina emisji: 17.30
am/kmp